Są młodzi, utalentowani i pełni pasji do…. aktorstwa. O kim mowa? O Grupie Filmotwór Niezależny, którzy na drodze stawiają odważne i pewne kroki, czego dowodem jest ostatnia premiera nowego filmu Hymn Mało lotnych Gęsi w reżyserii Kuby Ptaszyńskiego, pomysłodawcy i współzałożyciela grupy. Film pierwszy raz został przedstawiony szerszej publiczności 14 października w Klubie Delta w Dąbiu. Z okazji nowej produkcji wraz z głównymi aktorami spotkaliśmy się na krótką, aczkolwiek bardzo żywiołową rozmowę, do której przeczytania serdecznie zapraszam. A już za tydzień specjalnie dla naszych czytelników wywiad z twórcą całego tego filmowego zamieszania Jakubem Ptaszyńskim.


Anna Jakubczak – Na początku chciałabym Was zapytać jak wyglądała praca na planie?

Weronika Jocz – Weekendy od rana na nogach, targanie walizki, gitary, przebieranie się w plenerze. Mało jedzenia. Chyba, że mama Kuby częstowała nas ciasteczkami, albo jak akurat była scena z jedzeniem eklerów.

Po planie walka z nauką gry na gitarze, gdzie nie miałam o tym zielonego pojęcia. Oczywiście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zdobyłam jakieś umiejętności, a przy tym… obecnego chłopaka Adama, który uczył mnie gry i dzięki temu mogliśmy się bliżej poznać. Także można powiedzieć, że ten film ma swój owoc miłości w rzeczywistości, a nie tylko na ekranie.

Piotr Mijowski – Praca na planie. Jeśli chodzi o mnie, to nie ukrywam, że początek był bardzo ciężki. W pierwszy dzień zdjęciowy w ogóle nie czułem postaci, nie mogłem się w nią wbić, nic nie wychodziło. Troszkę się tym denerwowałem, bo myślałem że nic z tego nie wyjdzie. Przerwaliśmy kręcenie i, z tego co pamiętam, mieliśmy tydzień albo dwa przerwy, żeby przygotować się, wczuć się w rolę, postać, i żeby po prostu ruszyć dalej. No i tak się stało, że przez ten cały czas wolny pracowałem nad postacią bardzo intensywnie i po przerwie wróciliśmy na plan, i wtedy już wszystko było z górki. Dlatego bycie aktorem nie jest wcale łatwym zawodem. Trzeba naprawdę tego chcieć, tym bardziej, że ja chciałem i się nie podawałem, i po powrocie i intensywnym ćwiczeniu nad postacią rolą wszystko potem już było tylko lepiej.

A.J. – Czym jest dla Was aktorstwo czy wiążecie z nią swoją przyszłość?

W.J. – Dzięki aktorstwu mogę dać upust swoim emocjom. Jest czymś w rodzaju sportu. Moja psychika może się wtedy wyładowywać, po czym wracam do rzeczywistości jak nowo narodzona.

Już dawno podjęłam decyzję, że pasja powinna pozostać pasją i nie wyobrażałam sobie pracować jako aktorka na pełen etat. Dlatego też nie wybrałam ani Akademii Teatralnej, ani „łódzkiej filmówki”. To po prostu strach przed tym, że to, co sprawia mi ogromną radość, mogłoby zamienić się w codzienność, nudę i frustrację. Widzę się raczej w zawodzie, gdzie każdy przypadek rozpatruje się indywidualnie i można dawać siebie, a nie codziennie inną postać.

P.M. – Dla mnie aktorstwo jest wszystkim co kocham. Z całego serca jestem wręcz przekonany, że do tego zostałem stworzony. To mi najlepiej wychodzi w życiu i jestem spełniony, gdy gram. Mógłbym grać cały czas bez żadnych przerw, nigdy się nie męczę, po prostu to kocham. W aktorstwie kocham przekraczać swoje możliwości i się dla tego poświęcać. Zawsze daje z siebie 100%, a nawet i więcej. W sumie od dziecka, odkąd tylko pamiętam, już miałem to w sobie: taniec, aktorstwo, muzyka – to było ze mną od początku, a teraz coraz bardziej, bardziej i bardziej . Nie potrafię bez tego żyć, muszę cały czas grać. Jak mam dłuższą przerwę w graniu to normalnie wariuję. Gdy zaczynam grać, wtedy wiem, że jest dobrze, że mogę robić to, co kocham. I oczywiście, że wiążę z tym przyszłość. Aktorstwo i muzyka są na pierwszym miejscu w moim życiu. Chcę oddawać się ludziom i sztuce, chcę dawać ludziom dużo emocji, chcę, żeby byli tak samo spełnienia, jak ja, chcę, by byli szczęśliwi. Troszkę ciężko wyrazić słowami to, co czuję.

A.J. – Jak długo trwała praca nad filmem?

W.J. – Od przedstawienia nam przez Kubę pierwszej wersji scenariusza do premiery minął rok, a uważam, że i tak robiliśmy to w ekspresowym tempie i mistrzowsko łączyliśmy życie codziennie z naszą zajawką.

P.M. – Jeśli chodzi o sam film, to pracę na planie zaczęliśmy w pierwszy weekend marca, a skończyliśmy jakoś w połowie maja. Później przeszliśmy do pracy nad montowaniem udźwiękowienia i nad muzyką. Muzyka była ostatnią rzeczą do zrobienia i została skończona kilka dni przed premierą.

A.J. – Zdarzały się jakieś wpadki na planie?

W.J. – Mamy nawet specjalny materiał z wpadkami, który można zobaczyć na naszym kanale na YouTube. Ja najlepiej wspominam, jak miałam zagrać zakochaną i onieśmieloną, a mucha wpadła mi do nosa.

P.M. – Pewnie, że się zdarzyły, oj i to bardzo dużo tego było, i tak, jak wspomniała Weronika, jest do filmik na naszym kanale na YouTube. Outtakes, czyli wpadki z planu. Zapraszamy do oglądania, można się naprawdę pośmiać

A.J. – Muszę przyznać że tytuł filmu jest dość intrygujący…

W.J. – Lubię jak kwestie symboliczne są pozostawiane widzowi do własnej interpretacji. Wyniosłam to jeszcze z czasów jak grałam w teatrze. Takie samo podejście do tego ma Kuba. Szczególnie, że mamy do czynienia z prozą Schulza, więc oglądając ten film przenosimy się w oniryczne przestworza i musimy nastawić się na to, że wszystko jest możliwe.

A.J. – Zdarzały się jakieś nieporozumienia na planie? Jak pracowało wam się z Kubą?

W.J. – Ptaszor to zbyt dobry szef. Nie czepia się, nie wymaga i daje nam wolną rękę w tym, co robimy. Uważam to za wadę, ale ma to też swoje plusy, bo jak się do niego mówi, to można przemycić wiele swoich pomysłów. Tak też było ze scenariuszem, gdzie dodałam swoje pięć groszy i niechcący stałam się drugim scenarzystą. Czasem tylko pociśnie Piotrka, ale mam wrażenie, że nie ma jeszcze odwagi, żeby cisnąć mnie. W końcu pierwszy raz zaangażowali się w pracę z kobietą na pierwszym planie.

P.M. – Czy były jakieś nie porozumienia na planie.. Niech pomyślę.. Tak, były, ja tam troszkę pomarudziłem, potem mnie trochę Kuba opierniczył, także zawsze coś jest. To nie jest tak, że wszystko jest pięknie: zawsze zdarzy się jakieś nieporozumienie, to jest normalne na planie.

A.J. – Jakie są wasze obecne plany zawodowe?

W.J. – Do zawodu jeszcze mi bardzo daleko. Najpierw studia, a jestem dopiero na drugim roku prawa.

P.M. – Jakie plany zawodowe. Tu muszę przytoczyć to co Weronika wspominała: do zawodu jeszcze daleko. Jeśli uda mi się zdać za rok maturę, to wtedy składam papiery na Akademię Teatralną w Warszawie. Tak, jak wspomniałem wcześniej, z aktorstwem wiąże przyszłość i będę walczył do samego końca, żeby osiągnąć to co kocham i robić to zawodowo, żeby to była moja codzienna praca. Marzę o tym i będę dążył do tego z całych sił, i nigdy się nie poddam. Ale, jeśli nie uda mi się jej zdać, to wtedy będę myślał dalej: na pewno podejdę do niej jeszcze raz, a jeśli coś ostatecznie, pójdzie nie tak, to nie pokrzyżuje mi to planów, bo zostaje mi policealna Szkoła Aktorska w Warszawie.

A.J. – Czym zajmujecie się poza aktorstwem?

W.J. – Studia i Filmotwór to chyba wystarczająco dużo jak dla mnie. Na inne hobby już mi nie starcza czasu. No chyba, że jedzenie. Lubię jeść.

P.M. – .Jak mam być szczery, to na co dzień zajmuję się muzyką i aktorstwem. Gram na gitarze, śpiewam, chodzę też na lekcje wokalne, by pracować nad swoim głosem i dykcją. Cały czas staram się pracować nad tym, co kocham. No i wiadomo, też różne wypady ze znajomymi… Mam też bzika na punkcie czystości, więc codziennie sprzątam swój pokój i nie tylko, ba, nawet całe mieszkanie za jednym zamachem. Lubię prać, prasować i lubię też gotować. Coś tam czasami mi dobrego wyjdzie.

A.J. – Niedługo zbliża się kolejna odsłona filmu, czego możemy się spodziewać, czym zaskoczycie widzów?

W.J. – Ciężko stwierdzić, bo wiele osób pewnie pierwszy raz zetknie się z Filmotworem. Na pewno muszą się Państwo przygotować na dawkę tego, co w życiu najważniejsze, czyli miłości i przyjaźni. Zaskoczymy przemianami naszych postaci i pierwszą w historii Filmotworu tak wielką obsadą. Radzimy też wytężyć słuch, bo muzyka w tym filmie jest zdecydowanie wyjątkowa.

A.J. – Jak zaczęła się Wasza przygoda z grupą filmową?

W.J. – Wcześniej współpracowałam ze Stowarzyszeniem Sztuki Eksperymentalnej INTERIOR, a Kuba był moim kolegą z klasy w liceum. Wcześniej nie mieliśmy ze sobą kontaktu praktycznie w ogóle. Wiedziałam, że zajmuje się filmowaniem i raz poprosiłam go, żeby wpadł na nasz spektakl i nagrał go swoją kamerą. To nie był dobry okres w moim życiu. Czułam, że już nie rozwijam się aktorsko w tamtym miejscu, zbliżały się studia wielkimi krokami i wiedziałam, że to czas na zmianę środowiska i pójście w innym kierunku. Kiedy pojechałam odebrać nagrania od Kuby, to po krótkiej rozmowie zapewnił mnie, że jeśli tylko będę chciała, to znajdzie się dla mnie miejsce w Fimotworze. I tak oto jestem.

P.M. – Jak zaczęła się moja przygoda z filmem? Jak wspomniałem wcześniej, zawsze to było we mnie: aktorstwo, muzyka i taniec, ale nie miałem żadnej możliwości, by się tak naprawdę pokazać i wykazać. Czasami jedynie, wiadomo, w szkole, na apelach, itp. No i poznałem Kubę i jego tatę: Seweryna Ptaszyńskiego. Do pana Seweryna chodziłem na lekcje gitary i obijało mi się o uszy, że Kuba zaczyna kręcić filmy, i po jakimś dłuższym czasie wspomniałem Kubie, że jeśli będzie potrzebował aktora, to jak najbardziej jestem dostępny i służę pomocą. I Kuba odezwał się do mnie, i dostałem pierwsza rolę. Była to rola epizodyczna, na początek, bo musiał mnie jakoś sprawdzić, czy się w ogóle nadaję, wiadomo. Wszystko poszło pomyślnie i dostawałem od Kuby coraz większe role, aż potem główne, i tak oto jestem w Filmotworze! I bardzo się cieszę, że tu jestem, i naprawdę mogę robić to, na czym mi zależy i to co kocham. Jest to niesamowite uczucie. Tym bardziej być u boku świetnego reżysera, i naprawdę inteligentnego człowieka, którego traktuję jak przyjaciela i brata. Zawdzięczam mu bardzo dużo, to co dla mnie robi i jaki dla mnie jest… Dzięki niemu tu jestem: w Filmotworze i na tych świetnych premierach… Dostałem od Kuby ogromną szansę w życiu i nigdy jej nie zmarnuję.

A.J. – Słowo dla czytelników + zachęcenie do obejrzenia filmu.

W.J. – W telewizji obecnie leci już coraz gorszy shit, więc myślę, że w zamian za to o wiele lepiej włączyć sobie Hymn mało lotnych gęsi na Youtube. Przynajmniej zobaczą Państwo, w jaki sposób młodzież spędza swój wolny czas i, że można spełniać swoje marzenia.

P.M. – .Jeśli chcecie zobaczyć młodych ludzi, którzy kochają grać i kochają filmy, i którzy dają z siebie 100%, to naprawdę warto wpaść do nas na premierę, lub tak, jak wspomniała Weronika, obejrzeć któryś nasz film na kanale Filmotworowym na YouTube.

A.J. – Dziękuję za rozmowę 

Autor: Anna Jakubczak

Wywiad opublikowano również na łamach Magazynu Kulturalnego Horyzont


Anna Jakubczak vel RattyAdalan (Redaktor Naczelny) – Urodziła się 18 kwietnia 1994 roku w Szczecinie. Założyciel Magazynu Kulturalnego Horyzont, dziennikarz Akademickiego Radia Pomorze, poetka oraz kandydat do Związku Literatów Polskich  Od 2017 roku studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami oraz Studiów Pisarskich na Uniwersytecie Szczecińskim. Współpracuje z kilkoma polskimi i zagranicznymi magazynami. W 2013 roku wydała swój debiutancki tomik Ars Poetica

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM
Share: