W styczniu odbył się czterdziesty czwarty wieczór autorski z cyklu „W Pałacu literacko” organizowany z inicjatywy Związku Literatów Polskich Oddział Szczecin we współpracy z Pałacem Młodzieży, na którym swoją twórczość przy akompaniamencie skrzypiec Anny Chyhriny, zaprezentowała szczecińska pisarka i malarka Danuta Romana Słowik. Spotkanie prowadziła Róża Czerniawska-Karcz. Wieczór odbył się pod patronatem m.in. Magazynu Horyzont.

Żyjemy w czasach wolności, łatwości przekraczania granic nie dzielących już Polski z naszymi sąsiadami, z czego Polacy chętnie korzystają podróżując, pracując, czy nawet zamieszkując w wybranym kraju Europy już bez granic. Ale nie zawsze tak było, dlatego, właśnie emigracja jest tym, co łączy nasze dziś z historią uwiecznioną atramentem w pamiętnikach Romany Turońskiej, i w tę podróż po przeszłości zabrała nas Danuta Romana Słowik prezentując swoją książkę – Tułacze losy. Opowieść w dwóch częściach bazujących na wspomnianych przeze mnie pamiętnikach oraz autobiografii samej autorki, jak również tomik poezji Europa bez granic, zawierający wiersze pisane na obczyźnie.

Kim była bohaterka Tułaczych Losów? Na pewno wszechstronną artystką, która w Warszawie w latach 30. XX w. samotnie wychowywała dwie córki, najpierw utrzymując się z grania na fortepianie w niemym kinie, z pisania scenariuszy, poezji, czy bajek, by potem spróbować swoich sił w Gdyni. Wszystko jak wspomniałam wcześniej sprowadza się do emigracji, do morskiej podróży transatlantykami s/s Kościuszko, a potem s/s Batory. Z dala od dorastających córek, sama wśród morskiej braci. I z daleka od domu – ukochanego kraju.

Wydaje mi się wielką krzywdą i niesprawiedliwością, że już przeszło cztery lata jestem oderwana od moich córek i od kraju, że pozbawiona jestem tego, co najdroższe. Ojczyzny i rodziny. – czytała gorzkie słowa z zapisków Romany Turońskiej Róża Czerniawska-Karcz

Danuta Romana Słowik opowiadała o ostatniej podróży swojej babci Romany Turońskiej na Batorym w 1939 roku przez Kanadę i obie Ameryki. O malowaniu statku na szary kolor, gdy „miał stać się okrętem wojennym.” O warunkach w jakich mieszkała bohaterka i dotarciu do Glasgow, gdzie dowiedziała się, że nie może pracować już na Batorym, ponieważ tamtejsze władze nie zezwalają kobietom na pracę na okrętach wojennych. Wkrótce potem zaczyna pracę w I Polskim Szpitalu Wojennym w Szkocji, któremu poświęca najwięcej stron w swoich zapiskach.

Jest takie miejsce w Szkocji w pobliżu jeziora Tay, gdzie ludzie, którzy straszliwie cierpią, ludzie, którym sądzone niemal całe życie przepędzić w szpitalu, wciąż śnią o ziemi ojczystej, wciąż modlą się aby tam powrócić!

Ich modlitwa – to bezustanne cierpienie – i rany, które się nie goją i łzy tułacze, które płyną z ociemniałych oczu!…

Skupisko ludzkiego cierpienia i ludzkiej niedoli!

Osiedle kalek – bohaterów!

SZPITAL W ZAMCZYSKU!…- z przejęciem kontynuuje Róża Czerniawska-Karcz, czytając fragmenty wspomnień.

Autorka pamiętnika, doskonała obserwatorka z ogromnym poczuciem humoru często z ironią, a nawet sarkazmem, pisze o codzienności wojennej pacjentów i personelu. Fragmenty, co ciekawsze przytaczała Danuta Romana Słowik – Ważną rolę odgrywa w szpitalu „Opinia Publiczna”. To jest taka trochę zaszargana pani, która przez nieprawdopodobnie powiększające szkła spogląda na błędy i ułomności ludzkie, dostrzegając je nawet wtedy, gdy ich nie ma. Jest prowodyrką plotek i nonsensów niemających nic wspólnego z rzeczywistym życiem szpitalnym. Pani „Opinia” ma swoje orędowniczki, których – na szczęście, – jest niewiele.

Takie paniusie zawsze wiedzą wcześniej od osób zainteresowanych, „kto z kim” flirtuje, „gdzie” i „kiedy”. Opinia Publiczna przypomina panią Dulską, bo ma jej światopogląd i jej „moralność”.

„Widziała pani jak on na nią patrzył?” – woła „Opinia”.– „Skandal!.. przecież to chłopisko ma w Polsce żonę i dzieci!..” – wtrąca żartobliwie do dialogu Róża Czerniawska-Karcz

albo inny obraz pełen humoru:

(…)

Receptę zanieść trzeba do apteki,

(Przedtem – wypisać brakujące leki)

No i … użerać się. Eviva l’arte!

Bez sztuki krzyków, – życie nic nie warte!

Ania się krzywi. Ma Dżin zastępować.

Christi dziś nie chce podłogi szorować.

Buczko ma służbę. Trzeba kogoś prosić

By zamiast niego zechciał węgiel nosić.

Skargi pacjentów, – swarów, plotek,

Oto codzienny, zwykły kołowrotek.

Opowieść o Romanie Turońskiej, upiększały doskonale dobrane występy skrzypcowe Anny Chyhriny. Muzyka klasyków, ot chociażby polonez a-moll Michała Ogińskiego wzbudzał wiele refleksji o ludzkiej egzystencji, emigracji, spuentowanych trafnie z woli losu czy z wyboru, każdy płynie swoim BATORYM. Historia ta, mówi nawet o miłości i tęsknocie nie tylko do najbliższych, ale i domu – ziemi ojczystej, a przede wszystkim wzrusza, pozostawia wiele pytań, czasem bawi, jak w przytoczonych ironicznych opisach perypetii pacjentów i personelu I Polskiego Szpitala Wojskowego w Szkocji, w którym Romana Turońska pracowała, aż do końca wojny. Pamiętnik SZPITAL W ZAMCZYSKU Romany Turońskiej w roku 57. po jej śmierci trafił do córek, ale dopiero wnuczka, w którym to właśnie szpitalu powstały owe pamiętniki zebrane i zredagowane przez Danutę Romanę Słowik zdołała po kolejnych latach oczekiwania wydać go w wolnej Polsce. A odpowiadając ponownie na pytanie Kim była bohaterka Tułaczych Losów? W moim odczuciu była przede wszystkim silną, odważną kobietą, która musiała nauczyć się żyć na obcej ziemi w niełatwych czasach. Dobrym człowiekiem niosącym nie tylko pielęgniarską ulgę w cierpieniu, ale też pocieszającą pięknym słowem wiersza albo artystycznym wykonaniem utworu muzycznego. Była też Babcią Danuty Romany Słowik, która zwierzyła się, iż – Ta nadal nad nią czuwa.

Tułacze Losy mają też drugą stronę medalu w postaci kontynuacji historii w autobiografii już samej Danuty Romany Słowik, która podczas spotkania wspominała powojenne losy rodziców, swoje dzieciństwo i ciężką chorobę (Poiliomyelitis), którą dzięki szybkiej pomocy babci i doktorowi Mieczysławowi Brykczyńskiemu, który był również obecny na wieczorze w Pałacu, udało się pokonać, o pamiątkach po babci, które przyleciały pocztą z daleka, czy wydarzeniach z Grudnia 70’, potem było małżeństwo i lata Solidarności w Sosnowcu, dramatyczne doświadczenia “stanu wojennego” skutkujące decyzją o… emigracji.

Powroty do wolnej Polski przez Europę bez granic wyrażała Poetka w swoich wierszach. Przyznała też, że otwarcie granic było dla niej wielką radością z powrotu do domu. Żartowała w nich, mówiąc o swojej młodości, młodzieńczej miłości i córce, a zwłaszcza o perypetiach związanych z mieszkaniem, których puentą był satyryczny wiersz Komfort działa ulubionego poety Mariana Załuckiego. Warto przytoczyć ten uniwersalny tekst, recytowany przez Danutę Romanę Słowik z pamięci:

w nowo wzniesionym mieszkam domu, gdzie
dwa pokoiki, kuchnia Wu Ce
i pierwsze miejsce w zbiórce złomu…
Bo przecież klamek nie wyrzucę.

(…)

Więc żyję sobie nowocześnie.
O każdej porze, nawet we śnie
widzę kontakty, kurki, złącza –
to co się włącza i wyłącza.

a wreszcie jasny świta ranek
pełen technicznych niespodzianek,
odkręcam kurek – światło świeci,
przekręcam kontakt – woda leci!

(…)

Skręcam, włączam światło, gaz…
Raz po raz.
Elektryka sika z
kurka,
gaz z kontaktu ciurkiem siurka
Tylko woda według planu
całą siła wali z kranu
jakby tamę ktoś tam zerwał.

Ponurym wspomnieniem zapisanym w pamięci i na kartach książki jest tragiczne wydarzenie ze Szkoły Podstawowej nr 1, kiedy w latach 60-tych, podczas defilady jeden z czołgów wjechał na Al. Piastów w Szczecinie w grupę uczniów. Natomiast z radością Danuta Romana Słowik wracała do swoich wspomnień z czasu nauki w Technikum Ekonomicznym, do przyjaźni z koleżankami, które żywiołowo reagowały na jej opowieści, do doświadczeń żeglarskich, opowiadając anegdoty związane ze szkolnym rejsem z druhem i jednocześnie kapitanem Januszem Szymańskim.

Och, wierzę we wczorajszy dzień…część wspomnieniową o młodości zilustrowała Anna Chyhrina wykonując YESTERDAY Beatlesów

Na pytanie o najbliższe plany literackie, Danuta Romana Słowik odpowiedziała o nowej książce, którą pisze i być może swoją premierę będzie miała W Pałacu literacko jesienią…

Muzycznym akordem podsumowującym ten wieczór był Kujawiak Wieniawskiego zagrany na skrzypcach przez Annę Chyhrinę, piękny, polski akcent Europy bez granic…

Rozmowy, podziękowania i laudacje uczestników spotkania zwieńczyły ten wieczór pełen wspomnień i dobrych życzeń.

Anna Jakubczak vel RattyAdalan

 

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM
Share: