Swoją przygodę ze sceną zaczynała w Kabarecie Słuchajcie, od wielu lat sukcesywnie zajmuje się stand-upem porywając publiczność swoimi monologami i wulkanem energii. Specjalnie dla Magazynu Kulturalnego Horyzont w szczerej rozmowie Katarzyna Piasecka.

Anna Jakubczak – Jak się czujesz jako największy ogień polskiej sceny stand-upowej?

Katarzyna Piasecka – Sama siebie nie postrzegam jako osoby, która ma największy ogień. Dziękuję za tak miłe określenie. Generalnie uwielbiam tę formę wyrażania siebie na scenie. Uwielbiam być sobą tą podkręconą, a jeśli jest to odbierane jako „ogień” czy energia, to tylko pozostaje mi się z tego cieszyć. Coś takiego przełącza się w nas komikach po wejściu na scenę, jest takie dodatkowe doładowanie. My na codzień też zazwyczaj jesteśmy pozytywni, otwarci, ale scena powoduje uwolnienie czegoś w nas, tych endorfin. A potem po zejściu ze sceny to wszystko się uspokaja i czeka na kolejny występ.

A.J. – Masz takie poczucie po zejściu ze sceny – „WOW, co tam się działo?”

K.P. – Mam dosyć często, kiedy pojawia się ta szczególna energia. Każdy występ to dla mnie wymianie energii między mną i publicznością. Oczywiście, mam gotowe żarty, wychodzę przygotowana. Ale jak mówiłam tu wszystko opiera się na energii, ja ją przekazuję publiczności, ona mi ją oddaje reagując. To mnie napędza przez cały występ!

A.J. – Jak widzisz swoją przemianę od Amandy z kabaretu Słuchajcie do teraz, kiedy stałaś się odważną, pewną siebie stand-uperką? I ile zmieniło się, w porównaniu do teraz, kiedy wychodzisz przed publikę?

K.P. – Ogromnie dużo się zmieniło. Amanda, którą stworzyłam jakieś 15 lat temu, to był zupełnie inny okres w moim życiu. Wtedy bycie w grupie i tworzenie scenek to był jedyny świat jaki znałam. I lubiłam ten świat bardzo do pewnego czasu. Ale dopiero, kiedy zaczęłam odkrywać nową formę, czyli właśnie stand-up bardziej czułam się sobą. I byłam coraz mniej skrępowana tym, że mogę właśnie taka być. Że mogę pozwolić sobie na obnażenie, pokazanie swojego kompleksu czy słabości. To było dla mnie spore odkrycie i proces, który trwał kilka lat. Każdy czas ma swoje plusy i niesie ze sobą radość. Teraz czuję, że jestem w miejscu, w którym powinnam być, ale pewnie nie byłabym w tym miejscu, gdybym kiedyś nie robiła innych rzeczy. Ze sporą radością i wdzięcznością wspominam każdy etap.

A.J. – Czyli można powiedzieć, że jesteś bardziej świadoma siebie na scenie i swoich umiejętności.

K.P. – Właśnie tak. To wcale nie znaczy, że jestem lepszą artystką niż byłam, ale na pewno, jak już wspomniałam, bardziej czuję siebie. W końcu przestałam przejmować się tym, co inni o mnie myślą i to mnie jakoś wyzwoliło. Dało mi szczęście. Znajdują się ludzie, którzy chcą mnie taką, jaka jestem i wracają na moje występy. To jest cudowne.

A.J. – A co jest dla Ciebie najważniejsze w kontakcie z publicznością?

K.P. – Unikalność tego momentu. Magia chwili, to co dzieje się tu i teraz. Owszem – są podobne typy widzów, ale nigdy nie wiem dokładnie, co ten widz mi odpowie. I jak ja na to zareaguję. Często improwizując zaskakuję sama siebie . Momentami mam wrażenie, że mój język jest szybszy od mózgu.

A.J. – Często wspominasz, że fanom nie odmawiasz. Miałaś jakieś dziwne sytuacje z fanami?

K.P. – Poza jedną nieprzyjemną sytuacją, kiedy fan zamienił się w osobę przeszkadzającą w moim życiu. Ogólnie nie, jestem zawsze otwarta na kontakt z fanami. Nie mówię o wyjściach na piwo, czy na imprezę. Bardziej o sytuacjach, jeśli ktoś chce zdjęcie, autograf albo chwilę pogadać, to czemu nie? I powiem Ci, że po iluś spotkaniach z radością stwierdzam, że to często bardzo fajni ludzie.

A.J. – Jaka jest według Ciebie rola kobiet w Polskim kabarecie czy stand-upie?

K.P.- Taka sama jak mężczyzn. Jak jest dobra to funkcjonuje na scenie i jest lubiana, jeśli nie daje sobie rady, to niestety nie udaje jej się wybić.

A.J. – Nie brakuje Ci większej liczby kobiet na polskiej scenie stand-upowej? A może dzięki temu, że jest Was niewiele, łatwiej się wyróżnić?

K.P. – Ja bardzo się cieszę, kiedy całe środowisko komediowe się rozwija i rośnie liczba komików. Niezależnie od tego, czy są to kobiety, czy mężczyźni. Większą wartość niesie dla mnie to co robią na scenie. I jasne, że fajnie byłoby, gdyby pojawiło się więcej kobiet, ale z jakiegoś powodu jest nas nadal niewiele. Ja kiedyś byłam taką walczącą komiczką, właśnie o nas kobiety, ale od jakiegoś czasu mam taką refleksję, że my nie musimy ciągle walczyć, zaznaczać, że jesteśmy kobietami i przez to powinnyśmy być jakoś inaczej traktowane. Scena jest jedynym testem, to publiczność weryfikuje komika, niezależnie od płci. Jesteśmy tak samo zabawne lub niezabawne i albo wchodzimy w to głębiej albo nie. Radzimy sobie albo się poddajemy. Ja wspieram każdego, kto chce działać. Owszem z jednymi komiczkami jest mi bardziej po drodze, z innymi ze względu na odmienne poczucie humoru i podejście, mniej. I tak samo jest z facetami.

A.J. – Czyli nie ma podziału na stand-up męski i babski?

K.P. – Pewnie w głowach wielu osób jest. Ja staram się nie mieć takiego podziału. U mnie podział wygląda inaczej, na dobry/wartościowy/skuteczny stand-up, i tyle. Śietnie, że mamy teraz wiele odmian stand-upu i każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Ja się bardzo cieszę, że po latach ciężkiej pracy na moje występy przychodzą również faceci i bawią się tak samo dobrze jak kobiety.

A.J. – Czy według Ciebie stand-up ma jakieś granice?

K.P. – Wg mnie jedynie to, co komik ma w sobie może być tą granicą, do której dochodzi. Jeśli ja mam jakieś odczucia, że nie chce poruszyć danego tematu, to go nie ruszę. To zawsze indywidualna sprawa i pytanie, jak daleko chcę pójść. Fakt, że poruszając ostrzejsze czy głębsze tematy, trzeba liczyć się z tym, że ile osób cię pokocha za ten fragment, tyle samo znienawidzi, ale fajnie jest wzbudzać emocje. Najbardziej lubię wyraźnych komików.

A.J. – Jesteś kobietą, którą określiłabym jako szaloną, pełną pewności siebie i niesamowitej energii. Jak to robisz?

K.P. – Po prostu taka się zrodziłam. (śmiech) Prywatnie mam w sobie trochę więcej spokoju, a scena to w moim przypadku jakiś taki zapalnik. Tak, jak na początku mówiłam. To jakby uzależniający narkotyk, ale z samymi pozytywami. Środek, który wyzwala energię, coś dobrego. I różnie to na różne osoby działa. Jedni wychodząc na scenie są wulkanem energii, a inni są spokojni i opanowani.

A.J. – Jak, choćby Andrzej Poniedzielski?

K.P. – Na przykład lub Tomasz Boras Borkowski.

A.J. – Skupmy się na mężczyznach. Czy mężczyźni się Ciebie boją? Zwłaszcza, że nie zostawiasz po nich czasem suchej nitki?

K.P. – W tych początkowych monologach, kiedy zaczynałam ze stand-upem, faktycznie jechałam trochę po facetach. Wydawało się to bardzo naturalne, że jako kobieta będę mówiła o mężczyznach. Jak już się nagadałam na te tematy to zaczęłam szukać siebie w innych rewirach. Jeśli rzeczywiście się bali, to myślę, że teraz już trochę mniej. Jeżeli ktoś opiera się tylko na tym, co widzi w tych starych nagraniach w internecie, to rzeczywiście może mieć takie wrażenie, ale, jeśli regularnie jest ze mną i widzi co robię w swoich aktualnych programach to wie, że ja już poszłam w inną stronę.

A.J. – Czyli nie gryziesz?

K.P. – Nie. Oczywiście, że gdzieś tam w improwizacji sobie pozwalam. (śmiech).

A.J. – A z kim lepiej Ci się współpracuje?

K.P. – Z mężczyznami i najlepiej z tymi, z którymi mam dobrą kumpelską relację. Wtedy ta współpraca jest bardzo naturalna. Często bywa tak, że jestem jedyną kobietą przy różnych projektach, ale to nie dziwne, bo w najbliższym stand-upowym gronie mam właśnie facetów. Chyba dla nich już jestem bardziej kumplem niż kumpelą.

A.J. – Bawisz się improwizacją, stand-upem, ale nie tylko. Jaki jest Twój obecny cel? Do czego dąży Królowa polskiego Stand-upu?

K.P. – Dążę przede wszystkim do tego, aby zgłębiać i odkrywać siebie, żeby ciągle czuć fajną energię i wychodząc na scenę po prostu to lubić. Aby nie dojść do momentu, kiedy będę traktować to jako pracę. Oczywiście, ja się z tego utrzymuję, ale nie chcę odhaczać tych kolejnych grań jako dnia pracy. Chcę się cieszyć za każdym razem, jak ludzie wchodzą na salę, a ja sobie ich podglądam ukryta w kulisie. Chcę czuć adrenalinę przed każdym wyjściem. Chcę po prostu czuć jeszcze przez kilka dobrych lat ten stan podjarki z bycia stand-uperką.

A.J. – Komu odmówiłabyś występu?

K.P. – Zagłębiając się w świat sceniczny, muszę powiedzieć, że nie każdy organizator jest uczciwy. I na pewno, jeśli usłyszałabym, że ktoś był nie fair wobec jakiegoś komika, to nie wsparłabym go swoim występem. I nie wystąpiłabym dla partii politycznej.

A.J. – W swoich monologach jesteś odważna, zwłaszcza odnośnie kwestii seksualnych, co nie podoba się wszystkim. Jak uważasz z czego to wynika?

K.P. – To jest naturalna sytuacja, że niektóre rzeczy się podobają, a inne nie. Już tego nie analizuję. Kiedyś owszem, na początkach swojej kariery. Dopóki wiem, że do występu się przygotowałam i zrobiłam wszystko najlepiej jak potrafiłam, czuję się ok. Reszta to kwestia gustu. Jednym się podoba, innym nie – luzik. Jeśli mowię o seksie i mam momenty czasem wulgarne, to jest część mojego programu, część też i mnie. I albo ktoś to bierze w całości albo nie. Ja już się wyleczyłam z chęci podobania się wszystkim.

A.J. – Jak podchodzisz do swoich tekstów? Idziesz na pełen żywioł czy pieczołowicie poprawiasz każdy monolog?

K.P. – W większości mam rozpisane to co chcę powiedzieć. To pozwala mi na początkowym etapie tworzenia programu sprawdzić wszystko, co wymyśliłam. Analizuję reakcje publiczności, czasem coś dodaję, wykreślam, zmieniam. Sprawdzam czy ma sens czy nie. Zawsze każda rozpiska przed występem, czy to same hasła. czy rozpisany akapit po akapicie, jest dla mnie bazą, z którą wychodzę do ludzi. A to co się dzieje z materiałem potem to już inna historia, bo nie umiem sobie darować improwizacji.

A.J. – W jednym z wywiadów wspomniałaś, że życie jest zbyt krótkie, by nie spełniać marzeń. Twoimi są podróże. Gdzie czujesz się najlepiej? Gdzie jest miejsce Katarzyny Piaseckiej?

K.P. – Jest kilka takich miejsc, gdzie czułam się dobrze. To były Indie, które przez miesiąc dobrze zwiedziłam, potem Kuba z 10 lat temu. Ale największe połączenie, to poczucie, że właśnie tam mogłabym być to był Zanzibar. 3 razy już w tym samym miejscu, bo niesamowity spokój tam czułam. Komicy, jak wiadomo, żyją aktywnie. Ciągle są w drodze, ciągle coś się dzieje, emocje, adrenalina, czekiwania i nagle jedziesz w miejsce, które sprawia, ze się wyłączasz absolutnie i łapiesz dystans. Wspaniałe uczucie.

A.J. – Zbierasz ze swoich voyage’y jakieś nietypowe pamiątki?

K.P. – Piasek. Przywożę z każdego miejsca i przechowuję w słoikach. Każdy opisany – skąd dokładnie, w którym roku przywieziony. To fajnie wrażenie, zobaczyć na jednej półce piasek z całego świata, jak różni się odcieniami i strukturą. Zawsze jak zerkam na tę półkę, to wracają wspomnienia.

A.J. – Co robi Katarzyna Piasecka, kiedy nie występuje? Czym jeszcze się pasjonujesz?

K.P. – Albo planuję podróż albo jestem w podróży. Uwielbiam, kiedy jestem po długiej trasie i mam dzień, który mogę w całości poświęcić na odmóżdżenie, np oglądając serial na Netflixie. Sezon po sezonie. W ostatnim czasie jestem bardzo aktywna i mało mam takich momentów, by móc odpocząć, ale cytując klasyka jeszcze przyjdzie czas, by odpoczywać.

A.J. – Lubisz wracać do Szczecina?

K.P. – Bardzo. Powiedziałam to nawet na scenie, że Szczecin jest fantastyczny. To miasto ma coś takiego w sobie, czego nie umiem opisać. Na pewno przepiękną architekturę, jest przestronne, a mało jest takich miast, które nie są ściśnięte. Tu się po prostu oddycha. Ale przede wszystkim Szczecin dla mnie to ludzie! Fajni i otwarci. Komicy lubią tu wracać. Jedynym utrudnieniem jest odległość do Was. Ale każdy, jak planuje trasę, to zawsze bierze pod uwagę Szczecin. Ja już myślę o powrocie z kolejnym programem.

A.J. – Jakieś anegdoty z pobytu w naszym mieście?

K.P. – Mandaty (śmiech)

A.J. – I na koniec słowo dla czytelników.

K.P. – Bądźcie szczęśliwi i niech Wam się układa. Życzę dużo pozytywnej energii i ściskam serdecznie.

 

30729022_1968680246494103_1151775542907764736_n

 

30729036_1968680409827420_6652934556598927360_n

 

30705582_1968680043160790_4790218716476342272_n

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM
Share: