Są rozmowy, które zapamiętuje się na długo. I właśnie jedną z nich był wywiad z Przemkiem Kossakowskim, którego miałam okazję poznać w czerwcu podczas tegorocznego Pikniku nad Odrą. Postać nieco kontrowersyjna, ale przy spotkaniu na żywo bardzo ciepła, otwarta i wręcz przyznam, że bardzo gadatliwa. Przemek Kossakowski to człowiek, którego przede wszystkim chce się słuchać, bo prócz wielu barwnych opowieści zza kulis obu programów, jakie prowadził („Szósty zmysł, „Inicjacja”),  które niekiedy mrożą krew w żyłach, ma w sobie wiele poczucia humoru i charyzmy. Żałowaliśmy z redaktorami magazynu Horyzont, iż nie mogliśmy spędzić z nim więcej czasu, ale byliśmy wdzięczni za  15 minut, jakie poświęcił nam na rozmowę.
Dla wszystkich czytelników, pragnę w ten zimowy czas, przesłać rochę słońca, przypominając mój czerwcowy wywiad z Przemkiem Kossakowskim, przygotowany we współpracy z redakcją Horyzontu.
Pozdrawiam
Anna Jakubczak vel RattyAdalan

Podczas tegorocznego szczecińskiego Pikniku nad Odrą jednym z gości specjalnych Strefy Globtrotera był Przemek Kossakowski dziennikarz, podróżnik, współtwórca w stacji TTV cyklu programów „Inicjacja” oraz zajmujących się medycyną niekonwencjonalną „Kossakowski – Szósty zmysł”, na bazie którego swoje doświadczenia opisał w książce  „Na granicy zmysłów” wydanej w roku 2014 przez Wydawnictwo Otwarte. Mieliśmy przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z Przemkiem, podczas którego przez ponad 2 godziny opowiadał anegdoty z planu obu swoich programów, doświadczeniach związanych ze spotkaniami z rumuńskimi i ukraińskimi uzdrowicielami, skutkach niekonwencjonalnych metod leczenia,  dwukrotnym zakopaniem żywcem czy swoich refleksjach i zmianach życiowych.  Nie zabrakło rozmów z publicznością i utrzymywania spontanicznego klimatu spotkania, dzięki żartom i niesamowitych, często przerażających opowieściach. Pomimo zmęczenia, które pod koniec spotkania dawało się Przemkowi we znaki, udało nam się spędzić z nim trochę czasu, czego owocem jest poniższy wywiad.

 

Michał Woszczyło – Prowadzi pan eksperymentalny, a zarazem pod wieloma względami kontrowersyjny i nierzadko szokujący program pod nazwą „Inicjacja”, emitowany w stacji TTV. Na potrzeby jego realizacji wciela się pan w różne role, m.in. rodzącej kobiety, ofiary porwania i tortur, nauczyciela czy bezdomnego. Jaka rola była dla pana największym wyzwaniem i jednocześnie najbardziej na pana wpłynęła?

 

Przemek Kossakowski – Jeśli miałbym wskazać te moim zdaniem najbardziej emocjonujące, można by rzec ekstremalne doznania, jakich miałem okazję doświadczyć na planie kolejnych odsłon „Inicjacji”, z pewnością wymieniłbym trzy konkretne odcinki z pierwszego sezonu programu: poród, który w moim przekonaniu był naprawdę totalną „jazdą bez trzymanki”, gdyż ta imitacja pozwoliła mi spojrzeć na tę sytuację z perspektywy kobiety i na własnej skórze poczuć choć namiastkę tego, z czym się one zmagają. Często słyszy się opinie kobiet, których zwierzenia w zakresie porodowych bólów nie wzbudzają w mężczyznach jakichś większych uczuć, niekiedy spotykając się nawet z ich lekceważeniem. Innymi słowy, nie traktują oni tych słów zbyt poważnie. Punkt widzenia zmienia się, gdy spróbują wczuć się w ich położenie, podobnie jak ja to zrobiłem…

 

Anna Jakubczak – Szczególnie, kiedy w jednej z wypowiedzi podkreślił pan, że dopiero po czymś takim mężczyźni zaczynają doceniać kobiety…

 

P.K. – Tak, to prawda. Kobiety zresztą także to doceniły, choć pojawiły się również z ich strony głosy takiej – powiedziałbym – „mściwej satysfakcji”, że oto także i facet w końcu odczuł to, co im właśnie sprawia tyle bólu.

Drugim i trzecim tak namacalnie stresującym przeżyciem były kolejno: sesja zdjęciowa w celi więziennej, ponieważ wiązało się to z kompletnym upokorzeniem, a także ten odcinek, w którym poddawany byłem torturom, co było bezpośrednim powodem moich późniejszych problemów ze snem i zaburzeniami naturalnej regeneracji organizmu.

Podsumowując, z perspektywy czasu dziwię się samemu sobie, że w ogóle byłem w stanie czegoś takiego się podjąć…

 

A.W. – Skąd w ogóle wziął się pomysł na tak niebezpieczną i ryzykowną działalność?

 

P.K. – Z projektem, który w istocie był przygotowywany pode mnie, zwrócono się do Lidii Kazan z TTV. Gwoli ścisłości, sama inicjatywa stworzenia „Inicjacji” nie wyszła ode mnie – często jest tak, że przychodzę na plan i mam przed sobą gotowy scenariusz, którego punktów nikt ze mną wcześniej nie konsultował. Dopiero pod koniec ostatniego sezonu miałem możliwość decydowania o tym, co zrobię i jak to wszystko będzie wyglądać. Swoją drogą, z tego, co wiem, ekipa montażowa i scenarzyści mają ze mnie naprawdę niezły ubaw, z tego, jaki bywam zaskoczony, hmm… ich „niekonwencjonalnymi” pomysłami (śmiech).

 

M.W. – Jak przygotowuje się pan do swoich eksperymentów?

 

P.K. – Problem polega na tym, że praktycznie wcale się do nich nie przygotowuję. Kiedyś, przy okazji zdjęć wykonywanych w celi, reżyserka poradziła mi, żebym nie ćwiczył żadnych kwestii, żadnych ruchów, zachowań, charakterystycznej mimiki twarzy, gestykulacji… chciała, abym był bardziej wiarygodny na planie. Co prawda znam ogólny zarys fabuły poszczególnych odcinków, dostaję bowiem scenariusze (które jak  się później okazuje  są  jednak dość mocno okrojone), ale nie mam pojęcia, na co być w pełni przygotowanym, a na co nie. Osobiście jak najbardziej zgadzam się z takim podejściem, ponieważ uważam, że gdy moje reakcje na bodźce są spontaniczne i naturalne, a nie wyuczone, rola przeze mnie odgrywana staje się dla widza bardziej przekonująca i zwiększa jego szansę na prawidłowy odbiór scenicznego przekazu. Chodzi zatem o to, by wywołać sytuacje, które będą generowały prawdziwe emocje i ograniczały do minimum mój w pełni świadomy udział w cyklu „Inicjacji”.

 

A.J. – W jaki sposób radzi pan sobie ze stresem i przekraczaniem granic bólu?

 

P.K – To kwestia indywidualnego podejścia, aktualnie poruszających mną emocji… choć być może zabrzmi to nieco dziwnie, zazwyczaj wytrzymuję tyle, ile mogę wytrzymać, a gdy coś jest ponad moje siły, po prostu tego nie robię. Pamiętam, kiedy zostałem postawiony przed próbą przejechania rowerem po stalowej linie. Przeraziłem się nie na żarty, odwróciłem na pięcie i powiedziałem reżyserowi, że absolutnie nie mam mowy, żebym wsiadł i pojechał. Tak pół żartem, pół serio, to był przekonany, że się zgrywam, że mówię tak tylko dlatego, żeby wzbudzić jeszcze większą dramaturgię. Co ciekawe, był to kolejny z tych odcinków „Inicjacji”, kiedy nie byłem zaznajomiony ze scenariuszem. To wszystko dowodzi jednak, że jestem tylko człowiekiem, a moja wytrzymałość zarówno psychiczna, jak i fizyczna w pewnych warunkach ma swoje wyznaczone granice.

 

A.J. – A miał pan kiedykolwiek poczucie „nie, już dosyć, nie chcę, więcej tego nie zrobię…”?

 

P.K. – Tak, owszem, i to nie raz. Nie chodzi nawet o sam aspekt poniżenia fizycznego, ale przede wszystkim o uzewnętrznianie się, opowiadanie o swoim życiu osobistym, rodzinie, przyjaciołach, sprawach dla mnie, powiedziałbym, intymnych. Są role, które wymagają konkretnego rodzaju zaangażowania całym sobą, ale w pewnym momencie, już po skończonej pracy, gdzieś tam z tyłu głowy kiełkuje myśl, czy aby na pewno nie posunąłem się za daleko, czy udało mi się być całkowicie wiarygodnym bez potrzeby uciekania się do wywlekania na wierzch rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego… Cały czas muszę więc dbać o to, by chronić moją sferę prywatności.

 

M.W. – Odchodząc od tematu „Inicjacji” – jakie wrażenie wywarł na panu Szczecin? Czy to pierwsza wizyta w naszym mieście?

 

P.K. – Ja uwielbiam Szczecin! Mieszkałem tu kiedyś w okolicy, toteż był on dla mnie jak najbliższa metropolia… Zauważam, że miasto coraz bardziej się rozwija, pojawia się wiele miejsc, które warto odwiedzić, zobaczyć coś nowego, co niezmiernie mnie cieszy, bo uważam, że Szczecin jest pięknym miastem i warto starać się pokazać jego charakter od jak najlepszej strony.

 

A.J. – I na koniec chcielibyśmy prosić pana o kilka słów dla naszych czytelników.

 

P.K. – Proszę bardzo serdecznie pozdrowić ich w moim imieniu (śmiech).

 

A.J. –  Dziękujemy za rozmowę.

Wywiad ukazał się na łamach internetowego magazynu Horyzont .


kossakowski-min3-life4stylePrzemek Kossakowski –  urodzony w 1972 roku w Częstochowie. dziennikarz telewizji TTV, znany szerszej publiczności z kontrowersyjnych programów jak „Szósty zmysł” czy „Inicjacja”. W wolnych chwilach miłośnik malarstwa flamandzkiego, boksu, a nawet baletu. Autor książki autobiograficznej „Na granicy zmysłów”

 

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM