Wywiady

Motocyklista i domator – w rozmowie z Mirosławem Zbrojewiczem

Są rozmowy, które nie zdarzają się na co dzień. Takie, które zmieniają życie. I właśnie takim przełomem, było dla mnie spotkanie podczas ubiegłorocznego Festiwalu Czytania z aktorem i dubbingowcem Mirosławem Zbrojewiczem, który nauczył mnie, że jeśli człowiek dąży do swoich celów, to się uda –bo da się, trzeba po prostu chcieć.Nasza rozmowa była dla mnie ogromnym zaszczytem i pozostawiła po sobie zarówno ogromną motywację i dumę, ale również i niedosyt, ponieważ Mirosław Zbrojewicz, od którego bije tyle sympatii i życiowej mądrości jest niezwykłą osobą, od której wiele można się nauczyć.

Anna Jakubczak vel RattyAdalan

Anna Jakubczak – Jest Pan kojarzony przede wszystkim z rolami czarnych charakterów. Co sprawia, że to właśnie czarne charaktery przyciągają widza? Czy zależy to również od aktora?


Mirosław Zbrojewicz –
Myślę że role „złych chłopców” są najbardziej malownicze i to właśnie przyciąga widzów, niezależnie od aktora.


A.J. – Jaka była reakcja publiczności na widok „Gruchy” w roli Waldka z filmu Izy Czerniawskiej „Cud Purymowy” przebranego za pszczółkę?


M.Z. – Wszyscy którzy to widzieli, a z którymi miałem okazję też i porozmawiać, byli ubawieni do łez, i pewnie, gdyby jakoś szczególnie mi zależało na wizerunku „Gruchy” to bym się niepokoił. Ale bardzo miło wspominam te zdjęcia i również zachwyt pani reżyser, po tym, jak przebrała mnie za pszczółkę. Muszę przyznać, że była naprawdę mocno zachwycona. (śmiech).


A.J. – Ale przyzna pan, że krąży wśród publiczności sentyment do pomarańczowego sweterka?


M.Z. – No, jak się okazało jest sentyment, wszyscy pytają ciągle o sweterek. Mówiłem to może niejednokrotnie, ale powtórzę raz jeszcze, że sweterków było co najmniej trzy. Jeden był oryginalny, który nie był zabezpieczony przed zniszczeniem, bo nie przewidywano, że będzie on kultowy. W związku z tym,pewnie go mole zjadły (śmiech). A potem brałem udział w licytacji z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i jedna z moich znajomych zleciła swojej babci zrobienie takiego sweterka. A w następnym roku jej babcia znów zrobiła kolejny sweterek i przyznam, że pierwszy poszedł za całkiem niezłą kwotę, co mnie bardzo zdziwiło, bo ja chyba bym sobie chyba takiego sweterka nie kupił. (śmiech) Jeszcze bardziej mnie zdziwiło, jak w Wołominie, bo tam odbywała się ta druga licytacja, doszło do bardzo poważnej utarczki miedzy dwiema młodymi dziewczynami, które walczyły o ten sweterek. I dały za niego grubą kasę, co było zachwycające dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.


A.J. – W jaki sposób przygotowuje się pan do roli?


M.Z. – W różny sposób, bo to zależy od roli. Teraz jestem po ciekawym doświadczeniu, ponieważ zrobiliśmy drugiego Ripley pod ziemią w Teatrze Studio, pomysłodawcą był Radek Rychcik i praca nad tym była dość frapująca. Mianowicie przez dwa miesiące oglądaliśmy, to co Radek nam przyniósł, by nas zainspirować. Czyli oglądaliśmy seriale amerykańskie, filmy dokumentalne, słuchaliśmy muzyki. I tak na okrągło. A potem na dwa tygodnie przed premierą weszliśmy na scenę i zagraliśmy czterogodzinny spektakl. (śmiech)


A.J. – Jaka rola była największym wyzwaniem i do których z granych lub dubbingowanych postaci ma pan największy sentyment?


M.Z. – To są dwie różne rzeczy. Za każdym razem w teatrze borykam się z myślami, zwłaszcza przed premierą, czy nadaję się do tej roli i mam ochotę wręcz z niej zrezygnować. Nie wiem do której roli, bo one wszystkie są w jakiś sposób ważne.


A.J. – Czy pomimo ogromnego doświadczenia aktorskiego, wciąż towarzyszy Panu trema?


M.Z. – Trema towarzyszy mi zawsze, ale nie taka jak kiedyś, bo jak sięgnę pamięcią do samych początków, kiedy skończyłem szkołę, to tremę miałem tak straszną, że za każdą premierą mówiłem sobie, że rezygnuję z zawodu. To było rzeczywiście ponad moje siły, nie wiem na czym polegał ten mechanizm. Trochę to oswoiłem, ale trema nadal jest.


A.J. – Kiedyś w jednej z rozmów usłyszałam, że „aktor bez tremy nie jest dobry aktorem” czy zgodzi się pan z tym?


M.Z. – Nie, oczywiście, że nie. Bo to, czy ktoś jest dobrym aktorem czy nie, możemy ocenić dopiero po efektach jego pracy. Jeżeli nam się podoba, to co zrobił, to znaczy, że w tym wypadku jest dobrym aktorem.


A.J. – Z kim najlepiej wspomina Pan współpracę?


M.Z. – Wie pani co, to jest tak, że inaczej jest w teatrze inaczej w filmie. Miałem taki czas, kiedy więcej pracowałem na planie zdjęciowym, teraz role się odwróciły i więcej czasu poświęcam na pracę w teatrze. To ciągle się zmienia, nie wiem, jak będzie w przyszłości. Bardzo miło wspominam pracę z Olafem Lubaszenką, za to bardzo inspirująca i frapująca, bo dużo mnie kosztowała, była współpraca z Leszkiem Wosiewiczem. Robiliśmy Rozdroże Cafe i jeszcze tam parę razy u Leszka grałem, zaś w teatrze, myślę, że, jeśli dogadam się z reżyserem od początku i pojawi się to porozumienie, to wtedy współpracuje mi się najlepiej.


A.J. – Plan zdjęciowy to również wpadki, jakaś szczególnie zapadła panu w pamięci?


M.Z. – Wrócę znów do swoich początków. Grałem w jakimś filmie batalistycznym, nie pamiętam dokładnie o czym był. Ale anegdota tyczy się bardziej pirotechników niż wpadek aktorskich. Mieliśmy uciekać przez zaminowane pole i miały być wybuchy, wszystko miało być sprawdzone i dopięte. Niestety coś było źle zamontowane, przez co dwa razy wyleciałem w powietrze, ale na szczęście nic mi się nie stało.


A.J. – A czy miał pan kiedyś uczucie, czy to po spektaklu czy filmie , że„a mogłem to zagrać lepiej”?


M.Z. – Za każdym razem tak mam, niestety to jest bardzo wyniszczające, bo przychodzi taki moment, że człowiek chciałby wreszcie uwierzyć, że mu się udało, że to co zrobił w tym momencie jest najlepsze i lepiej, by tego nie zrobił.


A.J. – Czyli jest pan trochę perfekcjonistą?


M.Z. – Nie nazwałbym tego perfekcjonizmem, ale zawsze jak jadę do domu po zdjęciach, to cały czas mam w głowie wszystkie kwestie i sceny i myślę sobie „trzeba to było inaczej zrobić” lub „dlaczego ja tego nie zrobiłem”.
A.J. – Zajmijmy się jeszcze na chwile teatrem, który ma w pana karierze szczególne miejsce. Czym dla pana jest teatr i jak ocenia pan jego stan na przestrzeni ostatnich lat?


M.Z. – Z teatrem jestem związany od samego początku i jakoś nie przewiduję w nim nie być, więc to jest moja droga życiowa i w związku z tym wszystko co się z nim wiąże. A jaka jest kondycja teatru? Ogólnie, fatalna. Ponieważ zaniechano zmian systemowych na pewnym etapie i w związku z tym, próbujemy robić nowoczesny teatr w średniowiecznych warunkach.


A.J. – Co powoduje, że młodzież tak nielicznie odwiedza teatry?


M.Z. – Wydaje mi się, że młodzież należy edukować, w tym sensie, aby jak najwięcej pokazywać i jak najwięcej zachęcać do chodzenia do teatru, no chyba, że skazaliśmy teatr na kompletną niszę i, że będzie już tylko dla wybranych. Możliwe, że tak ma po prostu być. Zależy również, o który teatr pani pyta. Bo są teatry, które nastawione są na konkretnych widzów, a są też takie, które na swoje deski zapraszają wszystkich.


A.J. – Aktor, dubbingowiec, a po godzinach?


M.Z. –
Motocyklista, bo jazda to trochę taka moja pasja. A oprócz tego – domator. (śmiech).


A.J. – Motto, które towarzyszy panu w życiu to…?


M.Z. – Mogę powiedzieć inaczej. Żyjemy pod taką szerokością geograficzną, że bardzo często obowiązuje u nas zasada „nie da się”. Stoję na stanowisku, że wszystko się da. Niezależnie od okoliczności, to jest tylko nasza determinacja, nasza wola, nasz wybór. A, jeżeli nie do końca się da, a będziemy próbowali, to coś się da. Trzeba po prostu chcieć.


A.J. – I jeszcze na koniec proszę o słowo dla naszych czytelników.


M.Z. – Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie wszystkich czytelników nie tylko w Szczecinie, ale i w całej Polsce. Jestem już drugi raz na Festiwalu Czytania i uważam, że jest to jeden z najfajniejszych festiwali w Polsce, na którym miałem okazję być. Pozdrawiam raz jeszcze serdecznie.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Jakubczak

 


172px-miroslaw_zbrojewiczMirosław Zbrojewicz (ur. 25 lutego 1957 w Warszawie) – polski aktor. W 1981 ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Jego debiut teatralny nastąpił 14 czerwca 1981, kiedy wystąpił w roli Sukiennika w Mistrzu Piotrze Pathelinie (reż. Wojciech Maryański) na scenie Lubuskiego Teatru im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Górze, gdzie pracował w latach 1981–1982. Występował także w Teatrze Pracowni w Warszawie (1983–1992), Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu (1991), Teatrze Szwedzka 2/4 w Warszawie (1993–1994), Teatrze Rozmaitości w Warszawie (1994–2001), Teatrze 77 w Łodzi (1997), Teatrze Studio w Warszawie (od 2003), Teatrze Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku (2010).

RSS
Facebook
Facebook
Google+
Google+
https://e-tuszem.pl/motocyklista-i-domator-w-rozmowie-z-miroslawem-zbrojewiczem/
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM

Anna Jakubczak - (1994) poetka, prozatorka, publicystka, redaktor naczelna Magazynu Kulturalnego Horyzont oraz portalu E-tuszem.pl. Organizatorka spotkań autorskich w Książnicy Pomorskiej i performance'ów artystycznych w Centrum Euroregionu Stara Rzeźnia. Studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2016 roku Kandydatka do Związku Literatów Polskich. Współpracuje z Klubokawiarnią Sorrento, Inku Szczecińskim Inkubatorem Kultury, portalem SilesiaYoung, Wydawnictwami: Edgard, Amaltea, Preston Publishing, Axis Mundi, GWP czy Sensus oraz kilkoma polskimi i zagranicznymi organizacjami. W latach 2017-2018 prowadząca audycję Let's Rock! w Akademickim Radiu Pomorze. Reporterka TVP 3 Szczecin oraz Kuriera Szczecińskiego w latach 2015-2017. Swoją twórczość publikowała w wielu antologiach, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jest stałą autorką w cyklu poetyckim The Year of The Poet, wydawanym przez amerykańskie wydawnictwo Inner Child Press pod kierownictwem Williama St. Petersa. Wyróżniona w II i III Ogólnopolskim Konkursie im. Jóżefa Bursewicza O Złotą Metaforę za wiersze Przypinka i Kaprysik. Autorka tomu poetyckiego Ars Poetica (Londyn, 2013), w przygotowaniu kolejny tom Rozmowy nocą oraz powieść Wiatr nadziei.