Od promocji książki Cezarego Harasimowicza Saga, czyli filiżanka, której nie ma (Wyd. W.A.B.) w szczecińskiej Promedii mija niespełna rok, zaś kilka dni temu Magazyn Literacki Książki, przyznał najnowszej książce Mirabelka (Wyd. Zielona Sowa) nagrodę Wydarzenie roku, z tej okazji przypominam wywiad z Cezarym Harasimowiczem przeprowadzony specjalnie dla Magazynu Kultralnego Horyzont. 

Anna Jakubczak – Otrzymujemy jako czytelnicy książkę niezwykle dla Pana osobistą, mam tu oczywiście na myśli Sagę. Jak ta podróż po rodzinnych wspomnieniach wpłynęła na Pana?

Cezary Harasimowicz – Przede wszystkim dowiedziałem się kim jestem. Kim są moi przodkowie. Przenosząc się w tamten czas uświadomiłem sobie, co przeszła moja mama czy pokolenie Kolumbów. Ale również odkrywałem piękne rzeczy, szczególnie choćby te przed wojną, jej dzieciństwo. Jedną z głównych postaci tej powieści jest mój dziadek mjr Adam Królikiewicz, wybitny sportowiec, pierwszy polski medalista indywidualny, oficer przedwojenny kawalerii Wojska Polskiego, szwoleżer. Była to dla mnie niezwykła podróż w czasie krótko mówiąc.

A.J. – Czy podczas pracy nad książką, dane wydarzenia czy fotografie, były dla Pana szczególnie trudne?

C.H. – Mniej fotografie, bardziej uświadamianie sobie rzeczy, które gdzieś były tylko zasłyszane. O których wiedziałem wcześniej, ale nagle wchodząc w tamten świat i materializując go w jakiś sposób, nagle musiałem przeżyć to wszystko, co moja matka, np. aresztowanie przez Gestapo, tortury, gehennę podczas Powstania Warszawskiego. Były też rzeczy sentymentalne, nostalgiczne. Ale te dramaty wojenne, były dla mnie ciężkie do przeżycia, ale niezwykle też ważne.

A.J. – Czy w czasach, gdzie na każdym kroku kreujemy swój wizerunek, to poszukiwanie tożsamości nadal jest ważne?

C.H. – Ja myślę, że jest to jedna z podstawowych rzeczy. Abyśmy wiedzieli kim jesteśmy, co jest naszą tożsamością. To jest szalenie istotne, bo wtedy dowiadujemy się skąd przychodzimy i dokąd idziemy. Tak jak wspomniałem to jest ważne, kim jesteśmy.

A.J. – Jest Pan scenarzystą, aktorem, dramaturgiem, pisarzem, w której z tych ról czuje się Pan najlepiej?

C.H. – Najlepiej czuję się w roli pisarza, bo to mi daje najbardziej osobistą satysfakcję. Nie zawsze jest to sukces jak w wypadku Sagi, już osiągnąłem ten wiek, że myślę, że chcę coś po sobie osobistego zostawić. I tylko ja odpowiadam za dzieło, które sam tworze. Film to jest taki utwór, który powstaje ze zlepków różnych zbiorowości. Scenariusz jest oczywiście najważniejszą częścią filmów, ale to jest tylko jeden z elementów.

A.J. –  Przejdźmy teraz do Mirabelki, Pana najnowszej książki. Jakich tematów dotyka?

C.H. – Jest ona zarówno kierowana dla dzieci i dorosłych. To historia drzewka, które rosło na Moranowie. Było trochę takim metaforycznym pomnikiem, pielęgnowane i otoczone swego rodzaju kultem przez mieszkańców. Mirabelka była drzewem, które przetrwało, zarówno czasy przedwojenne, ale i powojenne. Ale niestety nie przetrwało ostatnich lat, ponieważ zostało ścięte. Natomiast Mirabelki dotyczy niezwykła historia, bo w jakiś sposób to drzewko się odrodzi. Narratorem jest tytułowa Mirabelka, a głównym bohaterem wspomniane drzewko.

A.J. – Jest Pan zarówno autorem, jak i współautorem kilku książek dla najmłodszych, jak ocenia Pan wpływ takiej literatury na rozwój dzieci i młodzieży?

C.H. – Jeśli czyta się dzieciom, a później dzieci same czytają to to jest jedna z najważniejszych kwestii w życiu złowieka. Ponieważ nie tylko ma wpływ na rozwój wyobraźni, ale dzięki temu dowiadujemy się, jak wygląda świat. Możemy utożsamiać się z bohaterami tych powieści, przeżywać ich przygody wraz z nimi, poznawać, co jest w życiu piękne, ale też i trudne. Literaura jest jednym z najważniejszych części naszego życia. Oczywiście, jeśli czyta się książki, bo jeśli się nie czyta to stajemy się kalecy, wręcz ubodzy.

A.J. – Co chce Pan przekazać rodzicom, o czym według Pana najczęściej zapominają w kontaktach z dzieckiem?

C.H. – O tym, że dziecko jest takim sam człowiekiem, jak dorosły, tylko o wiele bardziej skomplikowany.

A.J. – A może pamięta Pan książkę z dzieciństwa, która najbardziej na Pana wpłynęła?

C.H. – Muszę Pani przyznać, ze takich książek miałem dwie. Pierwsza to był oczywiście Kubuś Puchatek, zaś druga, co może zdziwić to były wiersze Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, a szczególnie Teatrzyk Zielona Gęś. Tak się nimi zaczytywałem, że udawałem nawet chorego, aby nie iść do szkoły i móc ściągnąć sobie tomik z półki i czytać w domu. (śmiech).

A.J. – Skąd pomysł, aby pójść w kierunku literatury dziecięcej?

C.H. – Trochę przez przypadek, ale ja zawsze interesowałem się tym, aby dla dzieci można pisać było o poważnych sprawach. To mnie szalenie frapowało, ale oczywiście wiele w naszym życiu jest przypadków. Tak się złożyło, że w pewnym momencie coś napisałem dla dzieci, co potem ukazało się w antologii i ku mojemu zaskoczeniu spotkalo się z uznaniem i tak rozwija się to dalej. (śmiech)

A.J. – Na szczególną uwagę zasługuje postać Tekli. Poprzez jej bohaterkę przekazuje Pan obraz trudów oswajania się nie tylko z wchodzeniem w dorosłość, ale również i stratą bliskiej osoby…

C.H. – Tak, jak wspomniałem wcześniej, chciałem pokazywać zarówno te dobre aspekty życia, ale też uświadamiać, że bywają też trudne w życiu momenty, kiedy zaczyna się dorastać. Jednak tak, jak w tytułowym uśmiechu, ważne, aby nie stracić tej radości z życia.

A.J. – Wielokrotnie wspominał Pan, że pisze dla mamy. Czy ma to też wpływ na pisanie przez Pana bajek?

C.H. – Wiele jest w życiu rzeczy, których sobie nie uświadamiamy. Ja dopiero po śmierci mamy zrozumiałem, że wyobraźnię i wrażliwość, którą w sobie mam, zawdzięczam właśnie jej. Zawsze była mocno zaangażowana w pracę dla dzieci. W latach 60 prowadziła teatr dla dzieci, opowiadała także bajki i na pewno gdzieś nasiąkłem tym.

A.J. –  Jak odebrał Pan realizację Bandyty? Czy wizja reżysera różniła się od Pana obrazu bohaterów?

C.H. – Zawsze się różni, bo jak powiedziałem wcześniej, scenariusz jest tylko elementem, najważniejszym, ale elementem filmu. To nie jest skończone dzieło sztuki. A dopiero staje się, kiedy powstaje film i pod tym podpisuje się reżyser.

A.J. – Jaka była Pana reakcja na wiadomość, że to właśnie Pana scenariusz został wybrany?

C.H. – Ogromne szczęście. Pamiętam to już był ten moment, kiedy byłem na tyle dojrzały, ze wiedziałem, że takie momenty są niezwykle rzadkie i trzeba się cieszyć tym sukcesem. To był na pewno jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.

A.J. – Jak wspomina Pan warsztaty pod okiem Roberta Redforda w Sundance Institute?

C.H. – Wspaniale. To był świetlisty moment w moim życiu, wielka satysfakcja, ale przede wszystkim nauka. Miałem okazje zetknąć się z najlepszymi scenarzystami na świecie, którzy radzili mi, co poprawić, co zmienić w scenariuszu, to było na pewno ważne dla doświadczenie, rozwianie umiejętności pod największych fachowców na świecie.

A.J. – Na swoim koncie ma Pan wiele sukcesów. Jakie są Pan kolejne plany?

C.H. – Na pewno chciałbym napisać jeszcze parę książek.

A.J. – Myśli Pan o spotkaniach z najmłodszymi czytelnikami?

C.H. – Oczywiście. (śmiech).

A.J. – Zostając jeszcze w temacie pisania. Na Uniwersytecie Szczecińskim powstał nowy kierunek studia pisarskie. Jakie jest Pana zdanie o tego typu kierunkach?

C.H. – Sądzę, że to jest podobne do scenariopisarstwa. Można nauczyć się warsztatu, ale nie można nauczyć talentu. Według mnie jednak scenariopisarstwo jest bardziej rzemieślniczą dziedziną, ukierunkowaną. Z talentem trzeba się urodzić i go rozwijać, to jest bardzo ważne. Może takie studia są przydatne dla tych, którzy mają właśnie talent, nie tylko umiejętności, aby jak mówiłem móc się dalej rozwijać. Tego się nie oszuka, to są pewne cechy, zdolność obserwacji do wrażliwości, z tego wymuskuje się ciekawe rzeczy, które potem można przelać na papier.

A.J. – Jak Pan ocenia obecną kinematografię?

C.H. – Pozytywnie, jest to kino autorskie, które intensywnie się rozwija od 10 lat, dzięki Polskiemu Instytutowi Sztuki Filmowej. Natomiast brakuje mi kina gatunkowego, ono może powoli zaczyna raczkować na polskich ekranach, ale jeszcze nie doszło jeszcze do odpowiedniego momentu.

A.J. – I jeszcze na koniec, słowo dla czytelników.

C.H. – Pozdrawiam serdecznie wszystkich. Jest mroźno na zewnątrz, ale niech będzie ciepło w sercach.

A.J. – Dziękuję za rozmowę. 

 

Fot. Małgorzata Hrycaj

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM