Wiktor Okrój to człowiek niezwykły. Pomimo swojej niepełnosprawności, udowadnia, że nie ma żadnych ograniczeń do cieszenia się życiem. Pisze wiersze, komponuje muzykę, bierze czynny udział w życiu literackim rodzinnego Krakowa, a do tego podróżuje. Jak sam mówi, wszystko jest w naszych głowach.

Anna Jakubczak – Jesteś poetą młodego pokolenia, na swoim koncie masz 3 zbiory poetyckie. Jak to się stało, że zacząłeś pisać?

Wiktor Okrój – Byłem zafascynowany piosenkami country i folkowymi, głównie amerykańskimi. Mam oczywiście na myśli takich wykonawców, jak np. Johnny Cash, Bob Dylan czy Joan Baez. Taka muzyka akustyczna bardzo do mnie trafia. Pomyślałem, że przecież ja też mam swoją opowieść swoje życie, które mogę w ciekawy sposób spisywać.

A.J. – Pamiętasz swój pierwszy wiersz?

W.O. – Muszę tutaj śię zanurzyć w ocean historii. Po obejrzeniu filmu Spacer po linie w reżyserii James’a Mangolda. Przypominam sobie, że chciałem przetłumaczyć piosenkę Time’s a Wastin, która pojawia się w tym filmie i tak to się zaczęło, że pojawiły się wiersze z inspiracji właśnie tym utworem. 

A.J. – Jakich tematów dotykasz w swoich wierszach?

W.O. – Traktuje pisanie tekstów piosenek jako formie mojego pamiętnika. To nie jest tak, że siadam przy moim laptopie i mówię dzisiaj napiszę sobie przebój . Tylko czekam, aż się zdarzy coś ważnego w moim życiu, co mógłbym przelać na papier.

A.J. – Co jest dla Ciebie najistotniejsze w pisaniu?

W.O. – Moja historia, którą chcę dzielić się z innymi.

A.J. – Inspiruje Cię film, muzyka, ale z tego, co można zauważyć, to nie jedyne Twoje zainteresowania?

W.O. – Tak, staram się być otwartym człowiekiem na nowe rzeczy. To mnie rozwija, a zarazem odrywam nowy świat. To jest jak z muzyką, warto poznawać nowe gatunki. Oczywiście można mieć swoje ulubione, jak w moim przypadku szeroko rozumiana muzyka autorska, ale to odkrywanie może być piękną przygodą, która pozwala na nowe inspiracje.

A.J. – Jak sam wspomniałeś pasjonuje Cię odkrywanie świata, zwłaszcza lubisz podróże.

W.O. – Tak, podróże to jest to, dzięki czemu czuję, że żyję. Poznaje się nowych ludzi, zawsze coś się może wydarzyć. Nowe miejsca, całkiem inny świat. To jest niesamowite uczucie.

A.J. – A, jakie miejsca, które odwiedziłeś najbardziej zapadły Ci w pamięć? Do których lubisz wracać?

W.O. – Najbardziej wspominam wycieczkę do Stanów Zjednoczonych w 2002r., kiedy wyjechałem na obóz informatyczny. Byłem jedynym uczestnikiem pochodzącym z Europy.

A.J. – Wrócę jeszcze do twoich tomów poetyckich. Jak wspomniałam wydałeś ich już 3, co je wyróżnia między sobą? Jakich tematów dotykają?

W.O. –  Pierwsze dwa tomiki zawierały w sobie wiersze, będące moimi fantazjami, obserwacjami świata, które ubarwiałem na swój sposób. Ostatni, zaś jest w pełni owocem moich autentycznych przeżyć. 

A.J. – Czy Twoja twórczość w całości jest autobiograficzna czy pozwalasz sobie czasem na nutę fantazji? A może nawet poszukujesz weny w tym co zewnętrzne?

W.O. – Jak już wspomniałem wcześniej, traktuje swoją twórczość, jako formę pamiętnika. Inni piszą bloga lub książki. Ja zapisuje swoje życie za pomocą tekstów piosenek czy wierszy.

A.J. – Komponujesz też muzykę, czy to było następstwo inspiracji utworem Poradnik początkującego kierowcy w wykonaniu T. Szweda? Czy interesowało Cię to już wcześniej?

W.O. – To się zaczęło trochę z braku wyboru. Już klika lat minęło, jak zacząłem pisać pierwsze teksty. Próbowałem znaleźć w tamtym czasie osobę, która mogłaby pisać muzykę do moich tekstów. Ale kiedy odkryłem, że mogę za pomocą komputera i odpowiedniego programu komponować własną muzykę bez niczyjej pomocy, zdecydowałem się pójść tą drogą. Oczywiście wcześniej musiałem poznać teorię muzyki. Dowiedzieć się co to jest np. fermata lub do czego służy łuk przy nucie. Przez pierwsze lata moja muzyka nie była perfekcyjna, taka, jaka chciałem, aby była, ponieważ nie potrafiłem dopasować tekstów pod dźwięk. Należy pamiętać, że każde zdanie ma swoją rytmikę. Ostatnio próbuję napisać muzykę do wierszy mojej zmarłej koleżanki Marty Dąbkowskiej, chcę w tej sposób oddać jej hołd. Kiedyś Darek Czarny wokalista zespołu U studni, powiedział mi – Wiktor prawie do każdego tekstu da się ułożyć melodię. I co muszę powiedzieć bez cienia wątpliwości, to, że Darek jest moim guru jako kompozytor.

A.J. – Czyli jest Twoim muzycznym mentorem?

W.O. – Zdarza nam się kontaktować w sprawach aranżu czy kompozycji. Mamy bardzo dobry kontakt.

A.J. – Poznawałeś teorię muzyki samodzielnie, czy ktoś Cię wspierał fachową wiedzą?

W.O. – Miałem na początku parę osób, które mnie wprowadziły do tematu. Potem już sam metodą prób i błędów. Ale też trochę studiowałem książek takich jak np. Zasady Muzyki pod redakcją Franciszka Wesołowskiego lub Sztuka aranżacji w muzyce jazzowej i rozrywkowej Wojciecha Kazimierza Olszewskiego. Były to bardzo pomocne dla mnie książki.

A.J.- Miałeś również swój epizod w radiu, opowiesz o tym coś więcej?

W.O. – Parę lat temu zostałem zaproszony do udziału w dwóch audycjach. Pierwsza miała miejsce w Radiu Kraków w programie Lidii Jazgar Coś dla Ducha, zaś druga w Radiu Warszawa w audycji Macieja Świątka i Jerzego Głuszka Country Club. To była bardzo ciekawa przygoda .

A.J. – Jak czułeś się podczas tych audycji, wiedząc, że słucha Cię liczne grono słuchaczy?

W.O. – To była wspaniała sprawa, bo ja jestem wielkim fanem radia. Jest ten niezwykły klimat. I oczywiście było to ciekawym doświadczeniem dla mnie.

A.J. – Prezentujesz również swoją poezję na wieczorach autorskich i wydarzeniach literackich, jak czujesz się kontakcie z publicznością?

W.O. – Traktuje swojego słuchacza jak swojego znajomego, lubię wejść z nim w jakąś interakcję.
Myślę, że to jest najważniejsze w spotkaniu z drugim człowiekiem. Czyli bycie z ludźmi i dla ludzi. Irytuje mnie postawa artystów, którym zależy jedynie na tym, by zrobić swoje i zejść szybko ze sceny za kulisy. Bez szacunku do odbiorcy.

A.J. – Pomimo swojej niepełnosprawności pokazujesz, że nie ma w życiu żadnych ograniczeń, poza tymi, które mamy w głowach, co widać po Twojej aktywności nie tylko w sferze kulturalnej.

W.O. – Tak, ponieważ wszystko mamy w swoich głowach. Każde ograniczenia również. Bardzo podoba mi się powiedzenie, że nie ma rzeczy niemożliwych. To charakteryzuje też wspólnotę, do której należę. Klika, bo tak się właśnie nazywa, to krakowska wspólnota działająca przy Kościele Ojców Dominikanów, a jej pełna nazwa to Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół „Klika”. Tworzą ją wolontariusze, głównie studenci.

A.J. – Opowiesz szerzej o działaniach Waszej Wspólnoty?

W.O. – Jeśli chodzi o wspólnotę, to powstała w 1971 roku przy klasztorze o. o. Dominikanów w Krakowie z inicjatywy Duszpasterstwa Akademickiego Beczka. Wspólnota ma na celu przede wszystkim szeroką działalność, angażującą się w pomoc osobom niepełnosprawnym, zmierzającą do ich integracji w społeczeństwie. Organizujemy wiele wydarzeń, spotykamy się, rozmawiamy, robimy wspólnie zakupy, po prostu spędzamy czas razem.

A.J. – Moją uwagę zwrócił również Twój cytat, zamieszczony na autorskiej stronie – Trzeba wreszcie uwierzyć w siebie, aby życie móc dobrze przeżyć.

W.O. – Ten cytat jest dla mnie bardzo ważny. Pomógł mi dostrzec, że jestem wartościowym człowiekiem, który może się spełniać w tym co robi. Kiedyś moje myślenie o sobie było całkowicie odmienne od tego teraz. Dla mnie najważniejsze, to cieszyć się życiem.

A.J. – Spełniasz swoje marzenia, dzielisz się radością i uśmiechem z innymi. Skąd czerpiesz siłę i energię, do tego? Co jest tym czynnikiem, który Cię napędza?

W.O. – Siłę dają mi ludzie, którzy mnie otaczają, a szczególnie moi znajomi. Bliskie mi osoby, które kibicują mi każdego dnia.

A.J. – Jakie przesłanie masz dla innych?

W.O. – Niech dobrze się dzieje u nas. Wszystkiego dobrego. I pamiętajcie, nigdy się nie poddawać!

A.J. – Dziękuję za rozmowę.

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM