Rozmowy przy kawie,  Wywiady

Przede wszystkim łączy nas mocna przyjaźń – w rozmowie z Kabaretem OT.TO

Licznej publiczności znani są z takich przebojów jak Zasmażka, Sprytna i wybitna czy Dozwolone od lat 50-ciu. Porywają widownie, będąc muzycznym żywiołem polskiej sceny kabaretowej. Kabaret OT.TO w rozmowie dla portalu E-tuszem.pl

Anna Jakubczak – Na początku chciałabym zapytać Panów o wrażenia z wizyty w Szczecinie.

Andrzej Tomanek – Nie jesteśmy pierwszy raz tutaj. Miasto bardzo nam się podoba. Ostatnio byliśmy w Szczecinie 2-3 lata temu, występowaliśmy na balu sylwestrowym na Zamku Książąt Pomorskich.

Andrzej Piekarczyk – A mnie zaś zaciekawiła ostatnio informacja, że jest to jedne z największych miast w Polsce pod względem powierzchniowym.

Wiesław Tupaczewski – Występujemy w Muzeum Muzyki w Szczecinie, co ciekawe w czasie, kiedy mija nam 30 lat występowania na scenie. (śmiech).

A.J. – Jako Polacy, umiemy śmiać się z siebie, spojrzeć przez pryzmat przysłowiowego krzywego zwierciadła, a może wciąż brakuje nam w pewnych kwestiach dystansu?

A.T. – Był taki moment, że wydawało mi się, że potrafimyz siebie się śmiać. A w tej chwili pojawił się znak zapytania. Aczkolwiek patrząc po ilości pojawiających się wciąż w Internecie memów, które stały się nośnikiem takich „szybkich” dowcipów, to w pewnym sensie pozytywnie mnie to zjawisko zaskakuje.

A.P. – Wydaje mi się, że Polacy wciąż są zbyt poważni. Zwłaszcza, jeśli chodzi o politykę. Przydałby się dystans. Na pewno zmieniają się drogi dotarcia do odbiorcy, przekazania tego humoru, właśnie jak wcześniej wspomniał Andrzej, choćby w formie memów.

A.J. – Co śmieszy nas dziś? Czy nasze poczucie humoru zmieniało się przez lata?

A.P. – Oczywiście, zmieniało się poczucie humoru, ogólna kultura. Osobiście zacząłem zauważać, że nie do końca ludzie z innego pokolenia rozumieją ten rodzaj humoru, który ja teraz próbuję przedstawić. Mogę też to porównać na przykładzie moich synów, którzy mają zupełnie inne poczucie humoru niż ja i nie śmieszy ich to, co według mnie może być śmieszne.

A.T. – Podobno nawet przeprowadzane są badania nad tym, jak dotrzeć do młodego człowieka, tzw. milenialsów, którzy mają zupełnie inne poczucie humoru. Niekiedy, niestety nawet prostackie.

W.T. – Ja trochę w opozycji do kolegów, powiem, że zauważam, że następne pokolenia śmieją się z tych samych dowcipów, z których my śmialiśmy się 30 lat temu, i oni dopiero te dowcipy odkrywają. Sądzę, że z nami też tak było, że my też musieliśmy pewne żarty sami odkryć.

A.J. – Według Panów kabaret jest sztuką, czy stał się bardziej komercyjny?

W.T. – Cały czas uważamy kabaret za sztukę. Każdy artysta, chce przede wszystkim dotrzeć do widzów, w głębi duszy chce być komercyjny. Jak zaczynaliśmy 30 lat temu, było prościej trafić do szerokiego grona odbiorców, ponieważ ludzie żyli w danym czasie jednym tematem, np. odbywały się dwa duże festiwale w kraju i piosenki, które się na nich pojawiały, wszyscy znali. Obecnie przerobić jakąś piosenkę jest trudno, bo część, choćby młodej widowni, może jej w ogóle nie rozpoznać.

A.T. – Ciężko jednoznacznie powiedzieć. Decydując się na robienie kabaretu, w pewnym momencie staje się to też środkiem do życia. Wiadomo, że zależy nam na tym, aby to co przedstawiamy podobało się widowni, ale też trzeba zauważyć, że jeśli artysta jedynie zastanawia się, czy to co robi podoba się innym, to przestaje być twórcą i artystą, a jedynie podporządkowuje się opiniom. Każdy artysta marzy, aby wydać swoją płytę czy książkę, i aby sprzedawała się ona w milionach egzemplarzy. Ja się łapię również na tym, kiedy jadę samochodem z córką, że leci w radiu komercyjnym jakaś piosenka, którą zapowiadają jako wielki przebój, a nikt z nas tej piosenki tak naprawdę nie zna.

A.P. – Trzeba też dodać, że tych nośników jest tak wiele, że żyjemy jakby w takich bańkach, w których każdy z nas słucha innej muzyki.

A.J. – A co dziś znaczy być śmiesznym?

A.T. – Rozśmieszyć łatwo, wystarczy za coś lub kogoś się przebrać, coś powiedzieć. Są rzeczy, które natychmiastowo, w naturalny sposób wywołują śmiech, a my walczymy bardziej słowem i to też wymaga tego, aby jakoś dotrzeć, zbudować pewną narrację, by coś móc w odpowiedni sposób spuentować.

W.T. – Na to pytanie jest bardzo trudno odpowiedzieć. Zwłaszcza, że bardzo poważnie podchodzimy do tego, co robimy i nie chcemy, aby było to miałkie.

A.J. – Zrobienie dobrego skeczu, nie jest prostym zadaniem, jak wielu osobom się wydaje, tak samo jest z piosenką kabaretową. Czy jest jakiś przepis, jak zacząć?

W.T. – Ogólnego przepisu uważam, że nie ma. Nie da się otworzyć książki z przepisami i wybrać gotowca. My cały czas nad tym, co chcemy pokazać pracujemy i nie jest to łatwe.

A.T. – Bywa tak, że kiedy zrobimy konkretny skecz, po czasie zaczyna on ewoluować. Jest bardziej tak, że sami się w tym napędzamy, publiczność daje nam też pewien sygnał czy to co pokazujemy, do nich trafia. I taki feedback pomaga nam iść w odpowiednim kierunku. Ale na pewno, jak wspomniał Wiesław, nie jest to łatwe.

A.J. – A co jest najistotniejsze w trakcie komponowania piosenki kabaretowej?

A.P. – Wydaje mi się, że wszystko jest ważne. Niczego w żadnym wypadku nie można odpuścić, ponieważ ludzie potrzebują zarówno tekstu, jak i muzyki.

A.J. – Inspirację można znaleźć na każdym kroku. Tworząc nowy materiał, robią Panowie research, czy pomysły przychodzą same?

A.T. – Inspiracje czerpiemy z życia. (śmiech)

A.P. – A, że życie przeniosło się teraz do Internetu, to coraz częściej tam szukamy pomysłów na skecze.

A.J. – Zmieniły się media, rozwinął wspomniany już Internet. Czy teraz trudniej jest trafić do widza?

W.T. – Nie jest to prosta sprawa, zwłaszcza, że jesteśmy artystami innego pokolenia.

A.T. – Trudno teraz znaleźć artystę takiego, określiłbym ogólnorozpoznawalnego, aby każdy powiedział a ja go znam.

A.P. – Zdecydowanie, ponieważ teraz widz jest bardziej rozproszony niż kiedyś. Na początku naszej kariery, wyglądało to w ten sposób, że w telewizji były dwa programy, a jak Kabaret OT.TO wystąpił w TVP2 to właściwie cała Polska to zobaczyła. Natomiast teraz, jeśli artysta chciałby się pokazać i skupić na sobie uwagę, to właściwie powinien być na każdym kanale. (śmiech)

A.J. – Dzięki social media, żyjemy trochę w takim rzeczywistym Matrixie, jak z piosenki Kuku jestem na Facebooku. Nie mają Panowie wrażenia, że obecnie nie tylko przekaz medialny stał się spłycony?

A.P. – Na pewno żyjemy w czasach szalejących mediów różnego rodzaju, z tego względu napływ informacji jest tak ogromny, że nie jesteśmy w stanie tego „konsumować” ani tym bardziej się na tym skupić i stąd pojawia się powierzchowność. Bo niełatwo jest oddzielić informację istotną od czegoś trywialnego.

W.T. – A ja uważam, że trudno jest oddzielić co jest prawdą, a co nie.

A.J. – Można też zauważyć to spłycenie, patrząc na relacje międzyludzkie.

W.T. – Powiem szczerze, że tak jest i słyszałem o tym, że ludzie żyją głównie portalami społecznościowymi. Ja natomiast staram się i wolę, rozmawiać i spotykać się z prawdziwymi ludźmi.

A.P. – A ja za to staram się utrzymywać różne kontakty. Bo Facebook potrafi być też dobrodziejstwem w pewnych sytuacjach, bo dzięki niemu mogę rozmawiać z rodziną, która mieszka w USA, co kiedyś było utrudnione. Połączenia zagraniczne były drogie, a poczta potrafiła iść dwa tygodnie. Teraz możemy komunikować się niemalże od razu. Przesyłamy sobie zdjęcia, filmy czy rozmawiamy przez kamerę. Wszystko ma swoje plusy i minusy.

A.J. – Wciąż pokazują Panowie, że można zarażać pozytywną energią na scenie. Co jest dla Panów najważniejsze w występowaniu na scenie?

W.T. – Mamy nadzieję. A co jest najważniejsze? Na pewno kontakt z widzami i generowanie tych dobrych emocji, które odbijają się i wracają do nas. I to jest najpiękniejsze w tym zawodzie. Kiedyś jedna z Pań będących na widowni po koncercie podeszła i powiedziała, że była bardzo zdenerwowana, bo zapomniała, czy wyłączyła żelazko, a przez te dwie godziny całkowicie o tym nie myślała. (śmiech).

A.P. – A potem wróciła do domu, spalone wszystko, ale na koncercie się uśmiała. A poważnie mówiąc, naszym obowiązkiem służbowym, a zarazem naszym hobby jest doprowadzić ludzi do śmiechu, niezależnie od tego, czy chcą czy nie chcą. Jeżeli nam się to uda, to mamy z tego bardzo dużą satysfakcję. Ja zawsze jestem po tym taki „doenergetyzowany”.

A.T. –Tu od razu widać efekt naszej pracy, właśnie w reakcji widzów. I fajna jest energia, o której już było wspomniane. Jest tak, że człowiek zejdzie ze sceny po dwóch godzinach i czuje się po prostu dobrze, jak po terapii.

A.J. – Co Panowie czują, ze świadomością, że Zasmażka wciąż łączy pokolenia?

W.T. – Uważam, że bardzo dobrze, że Zasmażka łączy pokolenia. A widzowie wciąż chcą, abyśmy ją grali na naszych występach.

A.T. – Ja się zawsze z tego bardzo cieszę.

A.P. – To jest dla mnie ogromna satysfakcja i zadziwiające zjawisko zarazem, że my tu latamy w kosmos, tworzymy sztuczne inteligencje, a Zasmażka wciąż nas łączy. (śmiech).

A.J. – W karierze każdego artysty zdarzają się wpadki. Zdradziliby Panowie kilka najśmieszniejszych?

W.T. – Co nas zadziwia, a zarazem śmieszy, to kiedy w tym samym miejscu we trzech zapomnimy tekstu Zasmażki. To jest niebywałe. Zdarzało nam się też kontynuować występ pomimo braku prądu, nawet przez megafon.

A.J. – Czym zajmują się członkowie Kabaretu OT.TO, kiedy nie nagrywają?

W.T. – Każdy z nas ma różne zainteresowania, zdarza się, że z Andrzejem Tomankiem gramy w Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich. Grywam też dużo w piłkę nożną, tenisa.

A.T. – Najczęściej właśnie sport, czasem sięgnę też po książkę.

A.P. – Ja zacząłem teraz uczyć się gotować, chodzę też na spacery z psem. (śmiech)

A.J. – Jak Panowie sądzą, czego młodzi widzowie poszukują obecnie w kabarecie? Czy w ogóle w dobie youtuberów, vlogerów, kabaret jest dla nich wciąż atrakcyjny?

A.P. – Mi się wydaje, że młodzież sama nie wie, czego dokładnie poszukuje, trochę jest tak, że bierze to co im się podsunie. My wyrośliśmy z pokolenia, które poszukiwało sensu w żarcie. Oczywiście, lubiliśmy też żarty abstrakcyjne, pozbawione sensu. My jesteśmy obciążeni tamtą epoką, która nas przytłaczała i zmuszała trochę więcej do myślenia. A obecna młodzież ma ten komfort, że żyje w czasach pozbawionych tego przymusu. I ma więcej tzw. luzu pod tym względem, stąd może nie ma takich wymagań wobec świata. Nie wartościuję oczywiście tego na lepszą czy gorszą pokoleniowo młodzież, a jedynie wskazuję na różnice naszego dorastania.

A.T. – Młodzież ma teraz wszystko. Kiedyś też nie było takiego dostępu do nośników, trzeba było naprawdę postarać się, aby zdobyć np. płytę Rolling Stonesów w tamtych czasach. I to było święto. Teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki i może też dlatego czasem traci na znaczeniu.

A.J. – A jak udało się Panom wytrzymać we trójkę przez tak długi czas?

A.T. – Też się nad tym zastanawiam, ale widać, że jakoś się udało.

A.P. – Przede wszystkim łączy nas mocna przyjaźń, trochę to wygląda jak więź po 30 latach małżeństwa.

W.T. – To jest też tak, że my umiemy pracować ze sobą, ale też spędzać czas osobno. I nie ma tego przesytu między nami.

A.J. – W piosence Droga Pani sąsiadko, śpiewają Panowie trzeba słowa szanować i po prostu nie pamiętać słów od których serce pęka, czy współcześnie zagubiliśmy gdzieś dbałość o język?

W.T. – Z moich obserwacji wynika, że dużo nowych słów rodzi się właśnie z nowych technologii, skąd np. pojawiło się słowo troll, hejter, fake news, itd. I co ważne, bardzo wiele z tych słów ma zabarwienie negatywne, a za mało jest tych pozytywnych. Też słyszałem, że ludzie, którzy często używają wulgaryzmów, są ponoć bardzo inteligentni, nawet bardziej od tych, którzy ich nie używają.

A.P. – Jest to temat, który mówiąc kolokwialnie najbardziej mnie „rusza”, ponieważ nie znoszę wulgaryzmów w ogóle w języku, nie mówiąc o języku publicznym. Natomiast nastąpiło rozluźnienie obyczajów, co mnie boli pod tym względem, nawet zrobiłem kiedyś takiego mema, którego opublikowałem na Facebooku z tekstem Nie bądź brudasem, dbaj o czystość języka, ale się nie przyjął. (śmiech) Sądzę, że to zaczęło się od kina amerykańskiego, gdzie pojawiało się dużo wulgaryzmów i potem zaczęło się to przenosić dalej. Dla mnie wulgaryzmy są objawem agresji werbalnej.

A.T. – Ograniczamy się też w tym do może trzech głównych słów wulgarnych, a niejednokrotnie o tym mówił prof. Bralczyk, że jest coś takiego jak soczystość języka. Ale można to wyrazić w różnych słowach, to świadczy o barwie języka. Jeżeli jest gdzieś uzasadnione przekleństwo, np. no niech ktoś, gdzieś się potknie albo autobus mu ucieknie, to raczej nie powie o rzesz Ty! Autobusie kopany w oponkę!

A.J. – Nagrali Panowie wiele programów, stworzyli ogromną ilość piosenek, wystąpili przed milionami widzów. Jak podsumowaliby Panowie te wszystkie lata wspólnego zarażania śmiechem?

W.T. – Dziś mieliśmy taką sytuację na próbie, że podszedł do nas młodzieniec i mówi O, Panowie, bo mam zdjęcie w domu, jak moja mama parę lat temu była na Waszym koncercie i robiła sobie zdjęcie z Panem na scenie i ja też bym chciał dzisiaj zrobić takie zdjęcie, żeby mamie się pochwalić.

A.T. – Kiedy to się stało! Kiedy to było! Tak szybko to minęło! (śmiech)

A.P. – Fantastyczna przygoda, że zupełnie nie zauważyliśmy, jak już kolega wspomniał, że tak szybko ten czas minął. Ja do dziś żałuję, że przegapiłem ten moment, bardzo istotny w naszej karierze, kiedy przestano mówić do nas chłopaki z Kabaretu OT.TO, a zaczęto mówić Panowie. Był taki milowy moment w naszej karierze, kiedy ludzie po koncercie podchodzili po autografy, potem brali je dla mamy, a teraz bo moja babcia Was uwielbia. Ale to jest przyjemne.

A.J. – A nad czym Panowie obecnie pracują?

A.P. – Nad sobą. (śmiech) Całe życie pracujemy nad sobą i to jest niekończąca się robota.

A.T. – Cały czas myślimy nad czym teraz pracować. Tym bardziej, że niedawno nagraliśmy nową płytę. Mieliśmy bardzo fajny pomysł na program, który miał łączyć i uczyć.

W.T. – Udawało nam się promować młode kabarety i bardów oraz przypominać stare przeboje, dla których nie ma miejsca w telewizji komercyjnej. Ale niestety ze strony Telewizji Polskiej nie znalazły się fundusze na jego kontynuację.

A.J. – Z czego to może wynikać?

A.T. – Za dużo, nie bójmy się tego powiedzieć, jest obecnie w telewizji spłyconych, głupkowatych i prostackich programów. Jest pościg nie za wartością, a oglądalnością i sprzedażą. Dostajemy teraz coś, przy czym nie musimy wcale myśleć. Wcześniej, mam wrażenie, że tej kultury było więcej, nawet puszczanej w późnych godzinach, ale była, choćby emitowany był program Kabaretu Starszych Panów. Zastanawiam się, czy w dzisiejszych czasach artyści pokroju Ewy Demarczyk czy Marka Grechuty poradziliby sobie z presją i dotarciem do słuchaczy. Telewizja publiczna, która ma w sobie tę misję, powinna bardziej dbać o kulturę, a za dużo jest podejścia tego komercyjnego, byle jakiego.

A.J. – I na koniec słowo dla czytelników.

W.T. – A na ile liter? Pozdrawiamy i mamy taki apel do Was – róbta co chceta, ale najpierw pomyślta!

A.P. – A pionowo czy poziomo? Bardzo serdecznie pozdrawiamy jako Kabaret OT.TO i dziękujemy, że wytrzymali Państwo z nami 30 lat naszej kariery i do tej pory zwracacie na nas uwagę i czytacie ten wywiad.

A.T. – I zasmażka!

RSS
Facebook
Facebook
Google+
Google+
https://e-tuszem.pl/przede-wszystkim-laczy-nas-mocna-przyjazn-w-rozmowie-z-kabaretem-ot-to/
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM

Anna Jakubczak - (1994) poetka, prozatorka, publicystka, redaktor naczelna Magazynu Kulturalnego Horyzont oraz portalu E-tuszem.pl. Organizatorka spotkań autorskich w Książnicy Pomorskiej i performance'ów artystycznych w Centrum Euroregionu Stara Rzeźnia. Studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2016 roku Kandydatka do Związku Literatów Polskich. Współpracuje z Klubokawiarnią Sorrento, Inku Szczecińskim Inkubatorem Kultury, portalem SilesiaYoung, Wydawnictwami: Edgard, Amaltea, Preston Publishing, Axis Mundi, GWP czy Sensus oraz kilkoma polskimi i zagranicznymi organizacjami. W latach 2017-2018 prowadząca audycję Let's Rock! w Akademickim Radiu Pomorze. Reporterka TVP 3 Szczecin oraz Kuriera Szczecińskiego w latach 2015-2017. Swoją twórczość publikowała w wielu antologiach, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jest stałą autorką w cyklu poetyckim The Year of The Poet, wydawanym przez amerykańskie wydawnictwo Inner Child Press pod kierownictwem Williama St. Petersa. Wyróżniona w II i III Ogólnopolskim Konkursie im. Jóżefa Bursewicza O Złotą Metaforę za wiersze Przypinka i Kaprysik. Autorka tomu poetyckiego Ars Poetica (Londyn, 2013), w przygotowaniu kolejny tom Rozmowy nocą oraz powieść Wiatr nadziei.