Rozmowy przy kawie,  Wywiady

Ti racconterò la mia storia – czyli WłoskieLove za kulisami

Za co kochamy Włochy? Które zagadnienia sprawiają Polakom największą trudność w nauce włoskiego? Co ma do zaoferowania kraj najpyszniejszej kuchni świata? Tego dowiedzie się z mojej rozmowy z Natalią Kondrat autorką najpoczytniejszego bloga poświęconego kulturze i językowi Włoch, czyli WłoskieLove zza kulis. Zapraszam do lektury.

Anna Jakubczak – Jesteś autorką jednego z najpopularniejszych blogów lingwistycznych w Polsce. Skąd wziął się pomysł na WłoskieLove i czy spodziewałaś się, aż takiego pozytywnego odzewu ze strony czytelników?

Włoskielove – Pomysł przyszedł całkiem przypadkiem, nie mam pojęcia nawet jak doszłam do nazwy Włoskielove. Byłam wtedy w trakcie pisania magisterki, i był to czas dość kreatywny, a zarazem ciężki mentalnie, bo wisiała nade mną wizja ukończenia studiów i wejścia w „dorosłe życie”. W pewnym momencie wymyśliłam sobie, że mogłabym dorabiać przez internet, dowiedziałam się, jakie są opcje robienia tego dzięki pisaniu bloga, a temat już był dla mnie oczywisty. Doskonale wiedziałam, że przez trzy lata mieszkania we Włoszech nauczyłam się słówek, o jakich nikt mi nie powiedział przez prawie 10 lat kursów, i że to jest sporą wartością, którą fajnie by było się podzielić. A spodziewać, chyba nie spodziewałam się niczego wielkiego, bo to była zabawa, ale z jednej strony ekscytowałam się każdym lajkiem i komentarzem, a z drugiej czułam, że teksty, które tworzę są fajne i wartościowe.

A.J. – Początki bywały trudne?

W.L. – Nie! Wiadomo, że bloga nie od razu czytały tysiące, ale jak się nie ma konkretnego celu i spiny, to i nie ma problemów i frustracji. Od początku była to świetna zabawa i nauka. Powiedziałabym, że teraz jest trudniej bo mam mało czasu na pisanie, a mając już pewną społeczność skupioną wokół bloga, rośnie też jakaś odpowiedzialność. Strona i Facebook po prostu muszą być stale odświeżane. Dodatkowo z czasem rosną koszty związane z prowadzeniem strony, więc początki to był pikuś.

A.J. – Ale skupmy się przede wszystkim na języku włoskim. Z czym najczęściej podczas nauki mają problem Polacy?

W.L. – Ze zgodnością czasów, z akcentowaniem, często z podwójnymi spółgłoskami, no i z przyimkami, których jest dużo i nie zawsze są logiczne. Ja do dzisiaj, przyznaję, mam problem z rodzajnikami w niektórych przypadkach, szczególnie przy pisaniu trudniejszych tekstów.

A.J. – Ciężko jest nam zmotywować się do nauki?

W.L. – Zależy komu. (śmiech). Widzę, że dla wielu, podobnie jak kiedyś dla mnie, nauka włoskiego to super rozrywka, która też idzie za pasją do kraju, marzeniami o wspaniałych wakacjach lub codziennym dolce vita. Takim osobom nie jest się trudno zmotywować. Najgorzej mają ci, którzy uczą się po coś i dla kogoś, ale nie do końca dla siebie.

A.J. – Powstaje coraz więcej metod skutecznej nauki języka, różnorodnych podręczników, codziennie też zachęca się czy to w internecie czy na ulicy poprzez ulotki czy plakaty do zapisania się na kurs. Można zatem powiedzieć, że Polacy lubią poszerzać swoje lingwistyczne zdolności? Czy po prostu idą za kolejną modą?

W.L. – Myślę, że coraz więcej ludzi ekscytuje myśl o poznaniu kolejnego języka. Dodatkowo wpaja się, chyba nie bez przyczyny, że po wielu kierunkach studiów trudno o pracę, a za to każdy kolejny język to kolejny as w rękawie. Obserwuje się też faktycznie modę na hiszpański i na włoski, coraz częściej na bardziej egzotyczne języki. Ale to świetna moda!

A.J. – .A jakie metody poleciłabyś z własnego doświadczenia?

W.L. – Kurs plus ciężka praca w domu, gadanie do siebie i jak najszybciej wyjazdy. Otaczanie się językiem na co dzień. Włoskiego, zmotywowana osoba, spokojnie może nauczyć się samemu, tak mi się wydaje, ale warto czasem spotkać się z kimś, kto powie nam, gdzie popełniamy błędy i czy dobrze wymawiamy itd.

A.J. – Wiadomo, że podróże uczą. Jakie masz rady dla osób, które jadą do Włoch po raz pierwszy?

W.L. – Kształcą tylko wykształconych, tak myślę. Dobrze jest pojechać bez stereotypów, z otwartą głową i uśmiechem na ustach. Nie ma moim zdaniem bardziej wartościowych wyjazdów, niż takie, gdzie możemy pobyć z mieszkańcami. Polecam z całego serca korzystanie z couchsurfingu, zagadywanie do barmanów, uśmiechanie do sprzedawców i omijanie turystycznych restauracji.

A.J. – Włochy najczęściej znane są z pięknej architektury, malowniczych krajobrazów, mody, muzyki i pysznej kuchni, ale mają też swoją ciemną stronę. Jakie popularne mity udało Ci się obalić na temat języka włoskiego, a może i samych Włoch?

W.L. – Kuchnia to nie tylko pasta i pizza, niewiele Włoszek wygląda jak z Fashion Week i ogólnie nie wszyscy Włosi to lenie w pracy. W Polsce w korporacjach obserwuję coś całkiem odwrotnego, wielu popisuje się tym, jak to ciężko nie pracuje, co akurat irytuje mnie bardziej niż lenistwo. (śmiech). Na studiach też otaczało mnie sporo kujonów, tych którzy muszą być zawsze najlepsi i tych, którzy umieją zawsze wszystko, ale ciągle panikują, że egzamin im nie pójdzie.

A.J. – Jak wspominasz swoje początki z językiem włoskim i swój pierwszy pobyt we Włoszech?

W.L. – Uczyłam się podstawowych zwrotów z przewodnika na wakacjach z rodzicami jako mała dziewczynka. Pierwszy raz kiedy jechaliśmy do Włoch, podróż zajęła nam dwa dni i dwie noce, w samochodzie bez klimatyzacji i z siostrą na tylnym siedzeniu. Kiedy wreszcie wysiedliśmy na miejscu, byliśmy wszyscy oszołomieni upałem i egzotyczną przyrodą, dla mnie to był inny świat, którego się nie spodziewałam. Na pierwszy pobyt po roku kursu językowego wybrałam się do Rimini, miejsce mało urzekające, ale miałam wiele okazji do pierwszych konwersacji. Po roku kursu potrafiłam się dogadać, co było jeszcze bardziej motywujące do dalszej nauki.

A.J. – Które z rejonów tego malowniczego kraju są Ci najbliższe?

W.L. – Północ, region Friuli Venezia Giulia i Veneto, z prostego powodu- tam mieszkałam na magisterce i tam wracam teraz do starych znajomych i w rodzinne strony chłopaka. Ale robi mi się najmilej na sercu, jak myślę o południowych częściach kraju, spędziłam tam wiele szalonych chwil, głównie dzięki wyjazdom organizowanym przez organizację studencką, do której należałam. Najbliższe mi koleżanki pochodzą z Kampanii, Sycylii lub Sardynii, więc czuję jakąś specjalną więź z południem. W ogóle za to nie ekscytuje mnie Rzym czy Mediolan, a nawet do Florencji, w której byłam na Erasmusie, i do której później jeszcze wracałam, nie mam jakiegoś szczególnego sentymentu.

A.J. – A co zabiera Twój czas prywatnie, kiedy nie szykujesz materiałów dla czytelników?

W.L. – Faktycznie po pracy, kiedy wracam i zajmuję się czymś związanym z blogiem, to zostaje mi mało czasu na inne rzeczy. (śmiech) Ale dużo czytam, często kilka książek naraz, nie zawsze wszystkie kończę. I oglądam dużo filmów, średnio raz w tygodniu jestem w kinie. Staram się też raz na jakiś czas pójść z chłopakiem na ściankę wspinaczkową albo w skałki, bo ogólnie to jestem dosyć zasiedziała. No i lubię wyjeżdżać, choćby na krótko. Zostało mi to z czasów studiów kiedy ciągle gdzieś leciałam, i mimo ograniczeń czasowych staram się dbać o tę sferę mojego życia. Mam już na kwiecień bilety do Lizbony, umówiłam się tam z przyjaciółką Szwajcarką, z którą odbyłyśmy kilka lat temu miesięczny trip pociągiem po Europie. Perspektywa wyjazdu sprawia, że łatwiej wstaje się rano do pracy, a czas spędzony z tą ważną dla mnie osobą na pewno będzie superoczyszczający i naładuje mnie nową energią.

A.J. – Twoje cele na ten rok to?

W.L. – Na pewno skończyć Repetytorium Leksykalne w formie e-booka, który zaczęłam składać pod koniec tamtego roku. Planuję też zacząć tworzyć kursy online dla moich czytelników, pierwszy na pewno będzie darmowym mini kursem online. Ach, i na święta dostałam od Mikołaja kamerę internetową, więc będę eksperymentować też z wideo. Mam też pomysł na pewien projekt podróżniczo-fotograficzno-językowy, którego na pewno szybko nie zrealizuję pracując na etacie, ale mogłabym go już napocząć podczas tegorocznych wakacji we Włoszech. Nie blogowo takim celem, jeszcze trochę nieśmiałym, jest przeprowadzka do Barcelony. Rozmawiamy o niej z chłopakiem już od dawna, być może ten rok to ten rok?

A.J. – Mogę prosić Cię na koniec o pozdrowienie dla czytelników po włosku?

W.L.- Prościutko- tanti saluti a tutti! :)

Dziękuję za rozmowę

Anna Jakubczak


11749676_10155801626490274_517940808_n1

Natalia Kondrat – autorka bloga WłoskieLove – język włoski i kultura Włoch w praktyce oraz Praktycznego Repetytorium Leksykalnego Języka Włoskiego, blogerka, miłośniczka podróży i poszerzania horyzontów.

źródło: www.włoskielove.pl

RSS
Facebook
Facebook
Google+
Google+
https://e-tuszem.pl/ti-raccontero-la-mia-storia-czyli-wloskielove-zza-kulisami/
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM

Anna Jakubczak - (1994) poetka, prozatorka, publicystka, redaktor naczelna Magazynu Kulturalnego Horyzont oraz portalu E-tuszem.pl. Organizatorka spotkań autorskich w Książnicy Pomorskiej i performance'ów artystycznych w Centrum Euroregionu Stara Rzeźnia. Studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2016 roku Kandydatka do Związku Literatów Polskich. Współpracuje z Klubokawiarnią Sorrento, Inku Szczecińskim Inkubatorem Kultury, portalem SilesiaYoung, Wydawnictwami: Edgard, Amaltea, Preston Publishing, Axis Mundi, GWP czy Sensus oraz kilkoma polskimi i zagranicznymi organizacjami. W latach 2017-2018 prowadząca audycję Let's Rock! w Akademickim Radiu Pomorze. Reporterka TVP 3 Szczecin oraz Kuriera Szczecińskiego w latach 2015-2017. Swoją twórczość publikowała w wielu antologiach, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jest stałą autorką w cyklu poetyckim The Year of The Poet, wydawanym przez amerykańskie wydawnictwo Inner Child Press pod kierownictwem Williama St. Petersa. Wyróżniona w II i III Ogólnopolskim Konkursie im. Jóżefa Bursewicza O Złotą Metaforę za wiersze Przypinka i Kaprysik. Autorka tomu poetyckiego Ars Poetica (Londyn, 2013), w przygotowaniu kolejny tom Rozmowy nocą oraz powieść Wiatr nadziei.