Poeta, scenarzysta, autor tekstów piosenek, organizator licznych muzycznych festiwali. Prawdziwy wirtuoz słowa, czyli Jacek Cygan w rozmowie Anny Jakubczak dla E-tuszem.pl

Anna Jakubczak – Był Pan jurorem w programie typu talent show. Czy według Pana takie programy pomagają w wypromowaniu się, czy częściej są pułapką chwilowej kariery, przysłowiowych „5 minut”?

Jacek Cygan – Oczywiście pomagają. Dają szansę pokazania się młodym ludziom i kontaktu z prawdziwą sceną. Uczą ich zachowania się ze światłem, muzykami, oprawą techniczną. To najlepsza szkoła, ucząca praktyki.

A.J. – Obecnie zauważa się trend, że jurorami w takich programach są celebryci lub artyści młodszego pokolenia. Czy według Pana powinno się stawiać na profesjonalistów czy pozwolić na ocenianie właśnie debiutantom?

J.C. – Zawsze jest też forma debiutu. Jednak moim zdaniem, jeśli ktoś faktycznie chce się rozwijać, to zdanie profesjonalistów, odpowiednie poprowadzenie, merytoryczne uwagi są tutaj kluczowe.

A.J. – Mamy wiele możliwości. Wiele ułatwiają social media. Czy pomimo tego nie jest obecnie trudniej wybić się? Zwłaszcza w natłoku medialnym?

J.C. – Na pewno łatwiej jest się teraz pokazać. I to w profesjonalnej oprawie, jeśli mamy dalej na myśli programy podobne Idolowi. Dla tego, kto ma talent, nazwałbym to nawet darem losu. Oczywiście jest też na tyle przekaźników, że może być to pewną pułapką.

A.J. – Bardzo bliska jest Panu poezja, czego poszukuje Pan w poezji? Jest ona dla Pana czymś metafizycznym?

J.C. – Nie sądzę. Metafizyka czasem pojawia się w poezji. Ale przede wszystkim jest to pewnego rodzaju opowieść o świecie. Polega ona na obserwacji, syntezie, spostrzeżeniu czegoś, czego nie widzą inni. A często na powiedzeniu czegoś, a raczej powiedziałbym, że na napisaniu, co widzą inni, ale nie potrafią tego opisać.

A.J. – Czy Pana zdaniem wena to mit?

J.C. – Według mnie trochę jest to mitem. Poezja nie bierze się z natchnienia, a raczej z takiego bym powiedział zawirowania umysłu. Nie mógłbym powiedzieć, że spadła na mnie magia, że dusza zaczęła przemawiać.

A.J – Czyli mówienie, że dzisiaj nie mam weny i nie napisze wiersza, jest po prostu usprawiedliwieniem?

J.C. – Określiłbym to jako brak pomysłu. Wiersz jest wolny i przychodzi rzadko, spada na kogoś lub nie i to nawet, gdyby ktoś chciał siedzieć przez miesiąc przy biurku o ustalonej porze to może nic nie napisać.

A.J. – W piosence Pokolenie zespół Kombii śpiewa – Każde pokolenie ma własny czas .Każde pokolenie chce zmienić świat (…) – Co Pan czuję, z myślą, że Pana piosenki nie tylko łączą pokolenia, ale i zmieniają świat.

J.C. – Ja się czuję z tym bardzo dobrze. Jeżeli jestem gdzieś na koncercie i słyszę, że w amfiteatrze trzy pokolenia śpiewają ten tekst, to znaczy, że to do nich trafia. (śmiech)

A.J. – W swojej autobiografii pisze Pan – nigdy nie pisałem dla przypadkowych wykonawców (…) nie jestem okienkiem na poczcie, gdzie przychodzi się i z ulicy dostaje numerek z automatu zamiast twarzy. – jaki zatem musi być wokalista, aby zgodził się Pan napisać dla niego tekst?

J.C. – Przede wszystkim muszę go poznać. A każdy ma w sobie coś innego. Może są młode osoby, które mnie czymś zainteresują, zaskoczą. Tego jeszcze nie wiem. Na pewno muszę wiedzieć dla kogo piszę. Co najważniejsze – piszę od siebie, ale przez tę osobę.

A.J. – Inspiruje Pana wszystko. Czy zastanawiał się Pan nad tym, czy mając tak wiele bodźców zewnętrznych, uda się to wszystko zapisać, że coś może ulecieć?

J.C. – Tak to się dzieje właśnie, że idąc ulicą, złapie mnie jakiś pomysł i chwytam co mam pod ręką, by to zapisać. Może to być chusteczka, skrawek papieru czy telefon, chociaż po ten staram się sięgać rzadko. Może to być nawet wydruk z karty kredytowej, który akurat jest w portfelu. Już się przekonałem o tym, że jak nie zapiszę tego, co akurat wpadło mi do głowy, to może to później uciec. (śmiech)

A.J. – Czy według Pana napisano już wszystko, czy świat słowa i muzyki wciąż ma coś w sobie do odkrycia?

J.C. – Nie napisano wszystkiego, gdyby to było zrobione, nasza praca nie miałaby sensu. I nie interesowalibyśmy się rzeczami nowymi, a tymczasem udaje się, rzadko oczywiście, ale stworzyć coś takiego, co się ludziom podoba, że potrafią powiedzieć „o, to naprawdę jest coś!”.

A.J. – Czy na obecnym rynku muzycznym jeszcze chodzi o tekst czy bardziej o promowanie się i reklamę?

J.C. – No oczywiście, że ten rynek jest bardzo komercyjny i rządzi się swoimi prawami. I tam głównie chodzi o przebicie się medialne. Wszystkie elementy, które w dzisiejszym świecie się liczą. Jednak są nisze, w których zostało to, co należy, czyli ludzie szukają głębi tekstu, wyrazu, pięknych osobowości, które by coś odkryły. A nawet dodam, że wiele osób, które zaczynały od niszy, miewały różne koleje losu, i do tej niszy wracały. Bo tam są ludzie wrazliwi.

A.J. – Mówił Pan również, że życie jest piosenką, inną każdego dnia. Czy to nie my wybieramy, jaką czy radosną, smutną, czy miłosną?

J.C. – Prawda, to jest taki wachlarz. Parafrazując życie jest nowelą. Nazywając moją książkę, o piosenkach mojego życia, użyłem takiego określenia. Prawdą jest, że życie się rozwija. Każdego dnia inaczej i możemy tam dostrzegać jakieś podobieństwa. To taka mała forma jaką jest piosenka.

A.J. – Czy piosenki są dla Pana czymś więcej niż tylko tekstem? Swego rodzaju nowym doświadczeniem?

J.C. – Przede wszystkim piosenka jest tylko tekstem, a pewną całością. Są emocje, klimat, do którego się wraca. Piosenka może się przyśnić do tego stopnia, że potem nie można się od niej uwolnić. Przypomina się w dzień, czasami pomaga, kiedy jest ciężko. I ona żyje razem ze mną dlatego, że tak jestem stworzony. I widzę, że z innymi ludźmi jest podobnie.

A.J. – Jaki rodzaj wrażliwości Pana przekonuje, jeśli chodzi o muzykę i teksty?

J.C. – Nie można tego określić jako rodzaj wrażliwości. Jeśli chodzi o muzykę i teksty to przede wszystkim czekam na jakaś oryginalność, na coś co mnie zadziwi, zafascynuje. I myślę sobie, to jest naprawdę coś ciekawego. Grzegorz Ciechowski raczył mawiać, że te pomysły fruwają nad nami, i spadają czasem na kogoś. I jak słyszę coś dobrego, to mówię, dlaczego na mnie to nie spada. (śmiech) Ja oczekuje, że coś mnie pozytywnie zaskoczy, postawi w sytuacji, że powiem „no, to jest klasa!” Warto było włączyć tę piosenkę gdzieś w internecie, warto było kupić tę książkę czy przeczytać ten wiersz.

A.J. – Mówił Pan również, że gdyby nie Agnieszka Osiecka, mogłoby w ogóle nie być „Dyskoteki Pana Jacka”. Co powodowało, że wcześniej przed Dyskoteką nie podejmował się Pan pisania dla dzieci?

J.C. – Bo piosenki dla dzieci kojarzyły mi się z banałem. Z najprostszymi dźwiękami, a często z takimi zdrobnieniami, których nie cierpię. Dlatego ich nie pisałem. Oczywiście, jak Agnieszka zaczęła je pisać, to stworzyła całkiem inne piosenki. I ja trochę poszedłem jej śladem, bo też szukałem inności. Normalności w stosunku do dzieci, aby nie traktować ich jak zabaweczki, tylko jak normalnych ludzi.

A.J. – Odczuwa Pan różnicę między komponowaniem dla dorosłych, a młodych słuchaczy?

J.C. – Nie ma różnicy. Wiadomo, że w przypadku dziecka ważniejszą rzeczą jest pomysł. Bo dziecko trzeba czymś zaskoczyć.

A.J. – A jak Pan wspomina projekty dla dzieci, np. Smerfne Hity?

J.C. – Bardzo miło. Stworzyliśmy całość, która nazywała się Dyskoteka Pana Jacka. Te piosenki zostały do dzisiaj i są śpiewane na wielu festiwalach.I to znaczy,że to wciąż żyje wśród wokalistów i słuchaczy.

A.J. – Wykreował Pan wielu młodych artystów, czy nadal obserwuje Pan ich kariery?

J.C. – Oczywiście. Cieszę się, jak się dowiaduje o nich dobrych wiadomości. Jesteśmy w stałym kontakcie.

A.J. – Wielu młodych tekściarzy marzy, by iść w Pana ślady, ma Pan dla nich jakieś rady?

J.C. – Nie ma jakiejś recepty na dobrą piosenkę i nie ma procedury, według której można osiągnąć sukces. Pisanie piosenek jest ciekawą formą wyrazu i albo to trafia do słuchacza albo nie.

A.J. – Wiele osób uważa poezję za trudną, niezrozumiałą, niechętnie albo wcale po nią nie sięga. Jak zachęcać do poezji?

J.C. – Mi się wydaje, że nie trzeba zachęcać ludzi do poezji. Ci, którzy się rozwijają intelektualnie, którzy są wrażliwi, sami znajdą drogę.

A.J. – Czy według Pana pisanie jest to dar, czy wypracowany warsztat?

J.C. – To zależy co się pisze. W przypadku poezji na pewno jest to w dużym stopniu dar. Sławomir Mrozek powiedział, że literatura to coś takiego, że bierze się krzesło i siedzi osiem godzi. Więc to też jest racja. Pewnie jest to połączenie daru, talentu i pracowitości.

A.J. – Wspomniał Pan również, że to tekściarz nadaje piosence imię i nazwisko, wokalista twarz. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jaki sztab ludzi skrywa się za daną piosenką.

J.C. – Kiedy kompozytor daje mi muzykę, do której mam napisać teksty, to ona jeszcze się nie nazywa. I dopiero autor nadaje jej imię, ale tytuł wynika z całego tekstu i to jest charakterystyczne. A wokalista oczywiście daje swoją duszę.

A.J. – Powstają również kierunki studiów uczące pisać, mamy w Krakowie, w Szczecinie, czy Pana zdaniem można nauczyć się pisać, czy to jest jednak kwestia rozwijanego talentu?

J.C. – Na pewno, jeśli chodzi o formy to dramat, scenariusze filmowe – tego można się nauczyć, mając talent. Jeśli chodzi o tekst piosenki to pewnie nie, tu chodzi o kwestie wrażliwości.

A.J. – Czy jest Pan krytyczny wobec swoich tekstów, często skreśla Pan dane fragmenty?

J.C. – Krytyczny na pewno tak. Zanim dojdę do ostatecznego efektu to naturalnie walczę z każdą linijką. (śmiech)

A.J. – Na koniec proszę o przesłanie dla czytelników.

J.C. – Pozdrawiam ludzi wrażliwych, szukajcie odbicia swojej wrażliwości w muzyce, literaturze, piosenkach, teatrze, filmie i żebyście nie zamieniali wyobraźni na przedmioty. Bo przedmioty dadzą sobie radę i po nas na pewno zostaną.

A.J. – Dziękuję za rozmowę.

Fot. źródło: za zgodą Agencja Gazeta

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM
Share: