Niekwestionowana legenda polskiej muzyki, kompozytor, autor tomów poetyckich m.in. Daleko donikąd, którego promocja odbyła się podczas styczniowego Zamkowego Gwiazdozbioru w Zamku Książąt Pomorskich. O poszukiwaniu duchowej drogi, zamiłowaniu do języka polskiego w rozmowie ze Stanem Borysem.

Anna Jakubczak – W Pana najnowszym tomie Daleko donikąd moją szczególną uwagę, poza wierszami oczywiście, wzbudziła jedna z Pana refleksji, że poezja nie jest wyrażaniem uczuć, a ucieczką od nich. 

Stan Borys – Z jednej strony jest to ucieczka od uczuć, ponieważ marzymy o tym, by te uczucia przeżywać, ale nie chcemy się z nimi mierzyć, nawet, jeśli byłyby zgodne z naszą duszą. Jedne mogą być toksyczne inne nie. Sama miłość może mieć wiele twarzy.

A.J. – Jest w tym cytacie lekka przewrotność. Często uciekamy się do słowa pisanego, uważamy sztukę i poezję za wyrażanie siebie, swoich emocji, a nawet jako formę terapii.

S.T. – To już jest kombinacja tzw. licencja poetycka. Niektórzy chcą uciekać i opisywać to, co przeżywają, inni chcą ciągle być w tych emocjach. Chcą tkwić w ich przeżywaniu albo braku.

A.J. – Wiele Pana utworów, a zwłaszcza Jaskółka doczekały się nowych aranżacji w wykonaniu innych wykonawców w tym również debiutantów. Zdarza się Panu słuchać nagrań inspirowanych Pana twórczością? Jeśli tak, czy wzbudzają one w Panu refleksje, nowe inspiracje?

S.T. – Sam również zrobiłem nowe aranżacje na jednej ze swoich płyt. Jednak te wszystkie dźwięki, które były pierwotne, zapamiętali Ci słuchacze, którzy złączeni byli tamtymi czasami. Ja również dochodziłem do zmian w moim umyśle, w moim podejściu do tych fragmentów muzycznych, które kiedyś były robione. Nie zawsze była taka technika, jak jest teraz, zawsze starałem się nagrywać tak, jak jest na żywo bez komputerowych wspomagaczy. Natomiast bardzo lubię, jak młodzież zaczyna zabierać się za tak trudne piosenki. Tym bardziej, że w tym momencie jest mało twórczości osobistej, i jeżeli ktoś bierze się za kopiowanie oryginałów, to nie zawsze wychodzi to dobrze i publiczność czy słuchacze to zauważają. A ja pochlebiam temuo, że młodzież może się w tym wykazać w jakiś sposób.

A.J. – Czyli brakuje duszy w muzyce? Za bardzo idziemy jednak w stronę elektroniki?

S.T. – Nie ma duszy. I jest to widoczne zarówno pod względem treściowym, tekstowym i muzycznym. Ja często mówię, że jak znajduję wiersz danego poety i trafia on do mnie, to nie jest przypadkowe, a napisane dla mnie i często zawieram je na swoich płytach, czy to Tuwima czy Norwida. Jeśli już ma się coś ukazać, to będzie podobnie. Wolę sięgać po coś co ma wartość poetycką czy literacką ogólnie.

A.J. – Wielu poetów ma w sobie „misję”, by znaleźć definicję poezji, odkryć jej tajemniczość. Jak to wygląda w Pana przypadku?

S.T. – Myślę, że zachować tę tajemniczość jest lepiej. Jeśli ktoś umie to przekazać, przelać na papier. Sam sięgam po to, co jest zawarte w tajemniczości książek i poezji.

A.J. – Czy w mediach, jest miejsce dla poezji? Czy według Pana nie brakuje kącików literackich, słuchowisk i większego nacisku na propagowanie poezji oraz szacunku do języka?

S.T. – Nie ma. Nie ma miejsca dla poezji, zwłaszcza, że mamy takie naleciałości językowe, widoczne jest amerykanizowanie różnych tematów, wręcz sprzeciwiam się temu bardzo. Uważam, że zarówno młodzież, publiczność, polityka, a szczególnie media operują i wprowadzają takie konstrukcje zdań czy słowa, które, nic nie wnoszą do języka. W moim odczuciu upada język polski, skoro wypieramy niektóre słowa, używających tych, które moda wprowadziła do języka, np. coś się hejtuje. To brzmi bardzo źle, zwłaszcza, że znam wymowę i znaczenie ich w obcym języku.

A.J. – Czyli zatracamy piękno języka polskiego?

S.T. – Zatracamy cokolwiek co jest wartościowe w naszej narodowej wymowie.

A.J. – Jest jakaś szansa na poprawę?

S.T. – Nie wiem czy jest szansa, bo kogo interesuje co ja śpiewam w piosenkach, które napisał Mickiewicz, Jan Paweł II czy Osiecka? Może Osiecka jest mi bliższa, ponieważ złączona jest z tymi czasami, kiedy ona dominowała w pewien sposób w tej myśli poetyckiej, natomiast inne nie. Ta epoka minęła i w moim odczuciu to dążenie umysłowe, dochodzenie do pewnych wartości, przemyśleń jest coraz gorsze, ponieważ w jakiś sposób globalna wioska, który stworzył internet zabiera możliwość zrozumienia tego. Nie wiem, czy młodzież jest w stanie pojąć te metafory, które są zawarte, czy w moich piosenkach czy ogólnie w wierszach.

A.J. – Czy w takim razie warto obecnie pisać?

S.T. – Pisze się o czymś innym, zwłaszcza o bzdurach. I wyrażalność tego pisania stała się dziwna, ani nie jest to poetyckie ani wartościowe tekstowo w większości.

A.J. – W wywiadzie dla portalu Poranny.pl powiedział Pan, że nie da się zapomnieć takiego języka, jakim jest polski. W Pana słowach nie tylko czuć wielki szacunek do rodzimego języka, ale powiedziałabym nawet podziw i dumę.

S.T. – Wyjeżdżając w połowie lat 70 do Ameryki nie znałem języka. Zaraz po przyjeździe zacząłem chłonąć angielski, bo miałem świadomość, że będzie mi on potrzebny do życia. Ale również, proszę pamiętać, że nie zapomniałem, że te wartości, które mam w sobie i których nauczyłem się od poetów są na tyle ważne, że należy je pielęgnować. W radiu, które prowadziłem w Chicago był kącik poezji, słynął z tego, że był polski, że ludzie w Polsce dążyli do tej poezji. I wydaje mi się, że takiej wartości, która jest w języku polskim trudno się wyprzeć i nie kultywować tego. I co się odbija echem w moich występach zaangażowałem młodzież urodzoną i wychowaną w Ameryce do tego, by dojrzeli do tego co jest zawarte w poezji, pokazywać im polską kulturę, poza tą mentalnością, którą znają, będąc wychowanymi w tamtym kraju.

A.J. – Przytoczę teraz słowa Janusza Korczaka, który mawiał, że źle mówić i pisać znaczy, krzywdzić swoją mową tych, którzy ją budowali. Dlaczego zatem tak trudno nam pielęgnować ojczysty język, zwłaszcza we własnym kraju.

S.T. – Jeśli polityka wypiera polskość, to co my możemy zrobić? Powszechnie mówi się, że zabiera się tożsamość polską. Teraz lepiej jest nie nauczać tego, co wartościowe jest w języku czy wartości narodowej.

A.J. – Po rozmowach z wieloma osobami mieszkającymi na emigracji, mam wrażenie, że bardziej tym, którzy wyjechali zależy, by wspierać polską kulturę i ojczysty język niż rodakom w kraju. Jak Pan uważa, od czego to zależy?

S.T. – Dokładnie tak jest, tęsknota za krajem, jeśli ludzie znajdują się na emigracji utrzymuje to, że człowiek chce pozostać w tym brzmieniu językowym. Pozostaję pod wrażeniem wielkich postaci, które zachowały w sobie tą polskość, żyjąc poza krajem. Mam tu na myśli Helenę Modrzejewską czy Ignacego Jana Paderewskiego ich śladami chodzę bardzo dokładnie.

A.J. – Mówił Pan, że sztuka umiaru jest sztuką życia. Jak zatem opanować tę sztukę? Nauczyć się siebie, swojego ciała? Odnaleźć w sobie wewnętrzny spokój?

S.T. – Zwracamy często uwagę na to co inni robią, a zapominamy o sobie. Wyprzeć samego siebie w drodze do szczęścia, to jest błędne założenie, zaś istotne jest, by słuchać i nauczyć się siebie.

A.J. – Czytając wiele Pana wywiadów i obserwując Pana karierę mam osobiste odczucie, że prowadził Pana nie tylko upór, ale przede wszystkim siła i wiara, ale przede wszystkim w poezję. Pokazał Pan, że wcale nie należy jej włożyć do sztambucha.

S.T. – Cały czas podczas naszej rozmowy dążymy do tego, co się dzieje z ludźmi, jeśli zapominamy języka, tych form poetyckich, które nam towarzyszyły. Jeżeli jesteśmy wyjałowieni z czegoś, co jest wartościowe, to ta jałowość przyświeca również nam. Mnie prowadzi i prowadziła zawsze myśl za tym, by pielęgnować to co wartościowe.

A.J. – Istotna w Pana życiu jest duchowość. Wierzy Pan w przeznaczenie?

S.T. – Myślę, że często, tak jak obserwuję w swoim życiu i nie wiem czy to jest przypadek czy przeznaczenie, ale ciągle powtarzam taką historię, że wszystko toczy się w takim kręgu. W filozofii hinduskiej nazywa się to mandala. To znaczy, że zawsze wracamy do konkretnego miejsca. Mając 20 lat przybyłem pierwszy raz do Szczecina, by recytować wiersze Gałczyńskiego w 13 Muzach i teraz odwiedzam to miasto ponownie, odkrywam miejsca na nowo. Odradzają się wspomnienia, zmienia się perspektywa.

A.J. – W Pana życiu ogromną rolę odgrywali i odgrywają ludzie. Jedną z takich osób był Jonasz Kofta, który powiedział ty staniesz się wielki, bliska była również Panu Agnieszka Osiecka. Jak ich Pan wspomina? Jacy byli Pana oczami?

S.T. – Kiedy były wypowiadane powyższe słowa w tamtych czasach, zupełnie nie zwracałem uwagi na wartość tych słów, że to się stanie. Trzeba lat, aby zapracować na osiągnięcia własnego życia.

Dopiero po czasie okazuje się, że to była prawda, że to się stało. Miałem bardzo dużo wspomnień z pracą nad piosenką Ziemia, ojczyzna ludzi, którą tytuł zawarty był w książce Antoine’a de Saint Exupery’ego, który napisał Małego Księcia i Ziemia, planeta ludzi, przekazał to w piękny sposób, że wśród wielu ludzkich spraw, nie jesteś sam na tej drodze, gdziekolwiek ona prowadzi. Bo może jest jeszcze ktoś ważniejszy od Ciebie. Ta pokora, która zaczęła towarzyszyć w moim życiu w Ameryce, doprowadziła do ważnej dla mnie refleksji, że istotny jest szacunek do człowieka i myśl, że może ktoś jeszcze jest obom Ciebie, więc nie pchaj się tak.

A co do Agnieszki. Agnieszka Osiecka była moją sąsiadką. Wspominam ją jako normalną osobę, która wychowywała swoje dziecko razem z moją córką. Najmilej to, że ona pukając do mnie czy wołając przez ogródek do siebie, przynosiła swoje wiersze, mówiąc zobacz, to dziś mi się śniło, napisałam dziś coś takiego. Jak wspominałem trzeba doceniać wielkość słów, zaś ona podchodziła do tego skromnie.

A.J. – Skupmy się teraz na muzyce. Powiedział Pan kiedyś, że żyjemy w takim kraju, że wszystko co polskie jest nam obce i jeśli coś okazuje się polskie i jest dobre, wywołuje u nas zdziwienie. Z czego wynika fakt, że Polscy artyści bardziej są doceniani za granicą? 

S.T. – To wynika z naszych kompleksów. Z naszym ciągłym porównywaniem się, naśladowaniem. Teraz ważniejsze są falsyfikaty. Nie sądzę, że muzyka, która dominuje, uważana jest za coś wartościowego, bo w niej często wartości nie ma. I te wszystkie zespoły grają jedną muzykę do 60 innych wykonań, w których nawet tekstowo pojawia się to samo bez jakiejkolwiek refleksji. Mamy teraz czas kalkowania, wrażenia słuchając muzyki w radiu, jakby non stop leciała jedna i ta sama piosenka.

A.J. – W wywiadzie, tym razem dla Interii powiedział Pan, że Polsce nie szanuje się wartości ani muzycznych ani poetyckich w związku z tym nikt o nich nie wie. Skończyły się czasy autorytetów.

S.T. – Zauważam, że teraz Ci młodsi muzycy, którzy wchodzą na scenę, chcą od razu być na 10 stopniu tej drabiny zapominając, że najpierw trzeba stanąć na tym pierwszym. Szczególnie media w Polsce okazują to, że nie Ci, którzy są od wielu lat w muzyce czy poezji mają więcej do powiedzenia niż Ci, którzy stają się jurorami w programach telewizyjnych i nie mają za sobą jeszcze tyle doświadczenia. Bo co może powiedzieć człowiek, który zaśpiewał 1 czy 2 piosenki w życiu, skupiając się tylko na jednym gatunku niż ten, który nagrał ich np. 150? Często mówię tym młodym ludziom, że dopiero po latach sprawdzaj swoją wartość.

A.J. – Moją uwagę zwrócił też jeden z Pana cytatów – Moimi owocami są moje piosenki. A więc muszę być ważny dla samego siebie, żeby mieć tyle siły, żeby je dobrze zaśpiewać. I kochać to, co robię. – Pokuszę się zatem o stwierdzenie, że wiele lat temu zasadził Pan silne drzewo, które wciąż kwitnie i wydaje dalej urodzajne owoce, z których mogą czerpać pokolenia. I tu moje pytanie. Co czuje Pan patrząc na całokształt Pana twórczości?

S.T. – Uważam, że takiego podsumowania powinni dokonać inni. Wyjeżdżając do Ameryki myślałem, że nigdy tutaj już nie wrócę, jednak po pewnym czasie mając do czynienia z różnymi guru, którzy mi towarzyszyli w życiu, często słyszałem że nie możesz odciąć się od korzeni. Jeśli odetniesz się od korzeni, to gałęzie nie wyrosną. I w takim klimacie po 30 latach, odbył się mój własny powrót do korzeni.

A.J. – W piosence Idę drogą nieznaną, śpiewa Pan o wolności. Jak znaleźć tą wewnętrzną wolność w sobie?

S.T. – Uciekałem od chaosu cywilizacji. Ponieważ uważałem, że miłość można znaleźć nad brzegiem. Nad brzegiem jeziora, myśli i człowieka. Ale w pustce przestrzeni, która nas otacza.

A.J. – Co jest Pana mottem życiowym?

S.T. – Wśród wielu ludzkich spraw, pamiętaj, że nie jesteś sam. (uśmiech)

A.J. – I jeszcze na koniec słowo dla czytelników.

S.T. – Stoję za bardzo wielkim horyzontem i pozdrawiam wszystkich czytelników.

 

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM