Od ponad 20 lat bawią publiczność błyskotliwym humorem, przedstawiając otaczającą nas rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Tworzą wyraziste postacie sceniczne, zdobywające serca publiczności. Kto, choć raz nie słyszał charakterystycznego “o, shit!” Królowej Elżbiety…Drugiej, czy bania, bania, kujawiaczek, Pani Maćkowskiej. Kto, choć raz, nie medytował przy herbacie z mistrzem feng shui – tu jest dobra energia! A przede wszystkim – kto z nas nie chciał w końcu już usiąść, oczywiście na kanapie po całym dniu pracy i… móc rozkoszować się żartami Kabaretu Ciach. Największe Ciach(o) polskiej sceny kabaretowej, czyli Kabaret Ciach o kobietach, sztuce improwizacji, żartach, ale nie tylko w szczerej, pełnej humoru rozmowie Anny Jakubczak dla portalu E-tuszem.pl

Anna Jakubczak – Poruszacie w swoich skeczach wiele tematów społecznych, w tym również relacji międzyludzkich, jak choćby w skeczu Kosmetyczny prezent czy Jak przetrwać w związku. Czy według Was ciężko jest nam się porozumieć? Od czego to zależy?

Mateusz Czechowski – Problemów w tym nie ma, ale jest mnóstwo komicznych sytuacji, możliwości takich szukania śmieszności w kontaktach.

Małgorzata Czyżycka – Przecież wiemy, że mężczyźni nie kumają co my do nich mówimy, więc co tutaj dużo mówić. Potrzeba czasami dojść do nich trzy razy różną droga, aby nas zrozumieli. Ale to jest właśnie ten komizm sytuacyjny, że my z Wenus, oni są z Marsa. Ale w sumie się dogadujemy jakoś.

Leszek Jenek – Mi się dobrze w relacjach damsko-męskich porozumiewa. (śmiech) A reszta to są różnice między światopoglądami po prostu. A co do dochodzenia różną drogą, to może być przyjemne i ciekawe zarazem.

A.J. – A rozumiecie kobiety? Czy uczycie się ich?

M.Cze. – To jest tak, albo rozumiemy albo udajemy, że rozumiemy. Najgorzej, jak się powie, że nie rozumiemy, to wtedy wychodzimy na tych złych.

A.J. Teraz zapytam w odwecie Małgosię, a my kobiety rozumiemy mężczyzn?

M.Cz. – Staramy się, ale oni nie rozumieją jak mówiłam, co my do nich mówimy, dlatego potem wzajemnie nie dochodzi do porozumienia i pojawia się ten nasz babski foch.

A.J. – A mówiąc o kwestiach damsko-męskich. Chciałabym zapytać o poczucie humoru, czy kobiet i mężczyzn się różni?

M.Cz. – Tak zdecydowanie kobiety się lepiej bawią z dowcipów niż mężczyźni. Często wśród publiczności, jak są dziewczyny jest radośniej.

L.J. – Jest pewna grupa dowcipów, przy której bawią się jedynie mężczyźni. Ale one się nie nadają na scenę raczej.

M.Cze. – W naszym składzie kabaretowym mamy jedną kobietę i nawet jak układamy skecze to śmiejemy się z tej „brzydszej” płci, czyli nas facetów. Pozwalamy wówczas Gosi zaszaleć na scenie, kiedy ma możliwość wyśmiania naszych wad. Ale tylko na scenie jej na to pozwalamy.

A.J. – Te różnice damsko-męskie dostrzegalne są w zespole?

M.Cz. – Na pewno jest u nas zdrowa atmosfera. Często po występie żartuje sobie, że czekam na „swoje dziewczyny”, bo ja zwykle jestem szybciej spakowana niż chłopaki, oprócz Leszka.

L.J. – Tak, mam w sobie pierwiastek kobiecy.

A.J. – Właściwie każdy z nas ma w sobie ten pierwiastek zarówno męski i kobiecy.

M.Cz. – Ależ oczywiście. Ja też potrafię opowiedzieć ostre męskie żarty.

M.Cze – My chyba jesteśmy wrażliwymi mężczyznami, prawda Leszku?

L.J. – Każdy jest tylko niektórzy to ukrywają.

A.J. – Wiadomo, że na scenie może wydarzyć się wiele nieprzewidzianych sytuacji. Jak powstrzymujecie się od śmiechu podczas występu?

M.Cz. – Czasami się nie powstrzymujemy, właśnie rechoczemy i ściągamy lejce. Jeśli publiczność wyczuje ten sam żart, z którego my się śmiejemy na scenie i wchodzi w to i wie, że to jest jakaś wpadka, która nas rozbawiła i oni to odczytają to jest ok. Ale jeśli tylko nas to bawi, a publiczności nie, to musimy to powstrzymać.

M.Cze. – Ale ciężko jest powstrzymać śmiech. Bo jeśli on nie wyjdzie na ustach, to będzie widoczny po oczach w postaci łez. Śmiech w niczym nie przeszkadza, nie powstrzymujemy go, jeśli się gotujemy na scenie to na 100%i szczerze, ale oczywiście później należy wrócić do skeczu i go dalej pociągnąć. W życiu prywatnym polecamy to każdemu, wielu ludzi gryzie się w język, nie potrafi się śmiać, mało się uśmiecha. Mijamy na chodnikach ponure twarzy, które nie zauważają wielu sytuacji, z których można się śmiać.

A.J. – Potrzebna jest też niejednokrotnie improwizacja.

M.Cze. – A improwizacja to zupełnie inna para kaloszy. Pojawia się bardzo często w naszych skeczach, pozwalamy sobie, dzięki pomocy publiczności i potem idzie lawina superżartów.

A.J. – Jest to taki smaczek dla widzów.

M.Cze. – Tak, publiczność to kocha. I mam wrażenie, że często oczekuje takiego typu wyrazu. Takiego tu i teraz. Co się kończy słabszą puentą danego skeczu. Kiedy puszczą nam wodze, że bawimy się improwizacją, a wracając do skeczu gubi swój układ i ta puenta nie wchodzi, tak jak powinna.

A.J. – A jakieś wpadki się zdarzały?

M.Cz. – Tak, wpadłam kiedyś w dziurę na scenie i rozwaliłam nogę. Chciałam zaskoczyć kolegę Leszka, i chciałam wejść na scenę z drugiej strony. Było tam zgaszone światło i nie widziałam, że była tam zapadnia i w środku stały pulpity do nut i w tą ciemność wpadłam, ucierpiała tylko noga, ale byłam kompletnie przerażona. Bo nagle idziesz, chcesz wejść na scenę i znikasz, nijak musiałam się podciągnąć z metr i wskoczyć do skeczu. I od tej pory odnośnie wpadek, zaglądam na drugą stronę zza kulisy, czy mogę bezpiecznie przejść. Czy jest oświetlone i podłoga nie skrzypi.

A.J. – A w Kabarecie Potem zdarzały się jakieś wpadki?

L.J. – Rzadko, chociaż się zdarzały, Sikor nawet zobowiązał wszystkich członków, że podczas występu trzeba się co najmniej dwa razy pomylić. To było dla niektórych trudne, ale właśnie robione było po to, aby trochę zluzować.

A.J. – Niedawno odbył się pierwszy Zlot Fanów Kabaretu Potem, jak to wszystko się odbywało? Jaki był odzew?

L.J. – Odzew był fajny, bo przyjechali ludzie właściwie z całej Polski. Odbywały się spotkania, rozmowy, quizy, wspólne śpiewanie. Atmosfera była świetna.

A.J. – Czy planowany jest kolejny zlot?

L.J. – Szczerze mówiąc nie wiem, bo to nie my go organizowaliśmy. Było to inicjatywą fanclubu. Jednak było zapewnienie Dyrektor Zielonogórskiego Ośrodka Kultury Pani Anety Miedzińskiej, że jeżeli będzie taka wola, to taki zlot też się odbędzie.

A.J. – Z tego co wiem było też karaoke i śpiewał Pan Kaj Uwięziony z fanami. Zżył się Pan z tą postacią?

L.J. – Tak, chociaż miałem tremę, bo to było śpiewanie znienacka i zupełnie inaczej. Ale wspomnienia odżyły.

A.J. – A jak wspomina Pan czasy Kabaretu Potem?

L.J. – Bardzo dobrze, to był świetny czas. Fajna przygoda, i cieszę się, że ludzie nadal pamiętają ten kabaret.

A.J. – Jak uważacie z czego wynika to, że mężczyźni przeważają jednak w kabarecie?

M.Cze – Mi się wydaje, że to wynika z tego, że Polacy ogólnie nie do końca lubią się śmiać, zwłaszcza kobiety są na tym punkcie wrażliwsze. Na scenie nikt nie śmieje się z Gosi, a z postaci, którą kreuje i Gosia świetnie umie to rozdzielić. Potrafi rozdzielić żarty z odgrywanej postaci i dystans do siebie.

M.Cz. – Tak, ja mam dystans do siebie i lubię się z siebie śmiać. Żarty według mnie muszą być bezpieczne, czyli, aby nie obrażały nikogo. Żeby nie były na granicy zdrowia, wyglądu czy wiary, aby były zabawne, ale nie dotykały.

A.J. – A jaka jest Twoja ulubiona rola, do której masz największy sentyment?

M.Cz. – Na ten moment jest ich parę, ale jeśli mam wybrać, to chyba Królowa Elżbieta II, Sąsiadka Maćkowska. Wszystkie role, które odgrywam lubię, ale nie wszystkie odczuwam od razu, że czuję moc wcielenia. Bywa, że przychodzi to z czasem. Ale faktem jest, że najbardziej lubię grać babki z charakterem.

A.J. – Teraz pytanie z przymrużeniem oka. W skeczu Toaleta padają słowa – wszyscy gdzieś pędzą, za czymś gonią, zamiast tak zatrzymać się, usiąść na chwilę – no właśnie chciałbym już usiąść – czy w dzisiejszej gonitwie mamy właśnie chwilę na trochę refleksji?

L.J. – Tak, ja pół godziny temu myślałem.

A.J. – Nad skeczem?

L.J. – Tak, tam za kulisami kanapa jest, położyłem się i myślałem.

M.Cz. – Ja sądzę, że to jest też kwestia organizacji. Patrząc po sobie, że jak jestem dobrze zorganizowana to nic nie zostawiam na ostatnią chwilę i daję sobie ten czas dla siebie. Ale czasem przed wyjazdem muszę coś dokończyć, to potem mam takiego nerwa, że nie ma chwili na oddech.

M.Cze. – Życie jest na tyle długie, że każdy na pewno znajdzie czas na myślenie. Chociaż powinno się myśleć cały czas. Każdy teraz woli zająć się swoim smartphonem, Facebookiem i informacjami, które tam naprawdę niczego do naszego życia nie wnoszą, to myślenie przestaje grać główną rolę. Ogólnie telewizja i internet zabija też czas. Dużo osób myśli, że skoro wszystko jest w internecie, to zamiast iść na kabaret na żywo, to obejrzą go sobie w domu w internecie.

A.J. – Czyli zauważacie, że zmniejszyła się publiczność względem, choćby pięciu lat wstecz?

M.Cze. – Coś w tym może być. Taka tendencja spadku. Brakuje też młodszych widzów. Średnia wieku można określić wśród widzów jako dojrzałą.

A.J. – To co w takim razie trafia do młodych, jeśli chodzi o żarty?

M. Cze. – Teraz przede wszystkim stand up. I łamanie cenzury, poruszanie tematów tabu. To przyciąga młodą widownię. Docierają do nich takie kolokwialnie mówiąc żarty po bandzie, hardcorowe. Rzeczy, w których na co dzień w kabarecie się nie spotyka.

M. Cz. – Kabaret na pewno mniej żartuje w taki sposób. Tej granicy nie przekracza.

A.J. – A co uważacie ogólnie o wulgaryzmach w kabarecie?

M.Cz. – W oprawie scenicznej nie są potrzebne. W prywatnym czasie charakternie lubię sobie czasem użyć.

M.Cze. – W skeczach raz na jakiś czas się pojawi. Jest to jakiś ułamek procenta, wyraz, którego czasem nie da się zastąpić. Można zasiać skecze wulgaryzmami, ludzie mogą się przy tym bawić, ale nie o to chodzi.

A.J. – Czy zgodzicie się, że jako artyści kabaretowi wpływacie również na kreowanie się języka?

L.J. – Są pewne teksty, które wchodzą do języka codziennego, natomiast uważam, że należy dbać o poprawną polszczyznę, szczególnie ze sceny. Jeśli występuje się przed publicznością, jest to jakaś nauka, przekaz, który powinien mieć poziom. Ta płaszczyzna poprawności językowej jest niezwykle istotna.

A.J. – A co jest według Was istotne teraz w kabarecie? Prosty przekaz czy jednak refleksyjność?

L.J. – Na pewno prostota jest łatwiejsza w odbiorze i wzbudza większe reakcje. Nie powiem, że to jest dobre. Ale na szczęście jest odpowiednia grupa osób, która ceni inne żarty.

A.J. – Wolicie występy plenerowe czy bardziej kameralne?

L.J. – Ja wolę występować w pomieszczeniach zamkniętych. A, czy jest to Dom Kultury w Szczecinie czy Pile nie ma znaczenia, istotne jest kto przyjdzie.

M.Cz. – Bardzo wiele rzeczy wpływa na to, aby występ był udany. Czasem plenery równie dobre są dla nas, jak i dla widza niż dom kultury. To zależne jest od kwestii i technicznych, i naszego humoru i nastawienia publiczności. Pomieszczenia zamknięte bardziej wobec kabaretu skupiają uwagę.

A.J. – A macie ulubioną piosenkę kabaretową?

L.J. – Zrób Kabaret Kabaretu Potem, Moralny Niepokój miał fajną piosenkę Dziewczynka z zapałkami. Zawsze doceniam piosenkę kabaretową, gdzie jest muzyka autorska. A piosenki, które są napisane do znanego przeboju, traktuje to tak niekoniecznie. To może zrobić każdy i wcale nie jest to trudną sztuką.

M.Cze. – Warto też wspomnieć o piosenkach Kabaretu Starszych Panów, które dla mnie są świetne wszystkie. Z nowszych to Pani Jadzia Kabaretu Jurki.

A.J. – W jednym z wywiadów wspomnieliście, że stawiacie na autorską koncepcję, nie chcecie się powtarzać. Czy nie jest to teraz szczególnie utrudnione, kiedy skecze mamy właściwie o każdej tematyce? Czy jednak zawsze da się wyciągnąć coś nowego?

L.J. – Można zrobić bajkę, chociaż większość uważała, że po Kabarecie Potem nigdy bajek już nie zrobi. Okazało się, że można, co zrobił Kabaret Ani Mru Mru z historią Czerwonego Kapturka. Zawsze liczy się podejście i odpowiednia perspektywa.

A.J.- A gdyby nie kabaretem, zajmowalibyście się…?

M.Cz. – Pewnie byłabym wuefistką w szkole, tak jak pracowałam wcześniej.

L.J. – Pewnie robiłbym coś związanego z muzyką albo organizacją. Jestem człowiekiem zadaniowym.

M. Cze. – Pewnie byłbym ratownikiem na plaży.

A.J. – A czego nauczyło Was występowanie na scenie?

L.J. – Odwagi. I tego, by uważać, co się mówi.

M.Cze. – Jest to też forma terapii, przynajmniej dla mnie. Po jakimś czasie zauważyłem, że człowiek uczy się, jak Leszek wspomniał odwagi, pewności siebie. Takie wychodzenie trochę ze swojej strefy komfortu.

A.J. – Na swoim koncie macie kilka programów kabaretowych. Jak wygląda praca nad nim, zwłaszcza pod względem czasowym?

M.Cz. – Bardzo różnie, ale to faktycznie trzeba mieć ustalony termin, do którego mamy go skończyć lub ustalone wydarzenie, na którym mamy go zaprezentować. Zależnie mogą być to dwa miesiące, pół roku planujemy premierę. Teraz pracujemy nad nowym programem, część jest już napisana, część jeszcze czeka na realizację. Motywujemy się wzajemnie. Najważniejsza jest praca tekściarzy, a potem przygotowanie strojów, nauka na pamięć.

M.Cze – Też dużo dają nam reakcje publiczności. Czy pewne rzeczy trafiają do widzów, czy trzeba je usunąć.

A.J. – Moją uwagę w tym skeczu zwróciła jeszcze propozycja kart biznesowych do toalety. W skeczu Reklamacja czajnika, zaś mamy przykład relacji produkt-kosument. Czy według Was ulegamy perswazji reklamy? Często zdarza nam się kupić przysłowiowego kota w worku, a raczej w tym wypadku czajnik w worku?

L.J. – Ulegamy wszyscy, wydaje mi się, że to jest sprytnie zrobione i zbyt silne, by nie ulec. Kiedyś jedziemy samochodem i jeden z nas mówi „ale bym się napił coli”, okazało się, że wcześniej przejeżdżaliśmy koło reklamy tego napoju.

A.J. – Jak opisalibyście się jako kabaret w trzech słowach?

L.J. – Wszystko przed nami.

M.Cz. – Przyjdźcie będzie wesoło.

M.Cze. – Po prostu ciach!

A.J. – Jak wiadomo Sasza z Kabaretu Jurki to pani mąż. Czy konsultujecie między sobą teksty do kabaretów w których działacie?

M.Cz. – Tak, rozmawiamy niezbyt często, ale wymieniamy się pomysłami. Opowiadamy sobie zabawne historie czy żarty. Częściej jednak głos zabiera Sasza. Konsultujemy się, co dobrze jest zagrane, co przyciąga co nie.

A.J. – Nie czujecie się dla siebie konkurencją?

M. Cz. – Jako kabarety wspieramy się. Już nie czujemy się konkurencją, w młodych latach owszem. Zwłaszcza, jak stawaliśmy do konkursów kabaretowych, do których obecnie już nie startujemy.

A.J. – Dobrze jest pracować razem w zawodzie? A jak z wyjazdami pozwalają od siebie tzw. odpocząć?

M. Cz. – I tak i nie. Czasami jest to potrzebne, a momentami brakuje tej drugiej osoby. Jak oboje wyjeżdżamy w trasy, to myślimy, jak to logistycznie zgrać z opieką nad dziećmi. Ale dajmy radę.

A.J. – Plany na najbliższy czas?

M.Cz. – Rybnicka Jesień Kabaretowa i nowy program.

A.J. – I tradycyjnie proszę o słowo dla czytelników.

M.Cz. – Bardzo serdecznie pozdrawiamy czytelników i zapraszamy na występy Kabaretu Ciach.

A.J. – Dziękuję za rozmowę.

Fot. Oficjalna Strona Kabaretu Ciach, mat. własne

RSS
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM
Share: